Trudny pogrzeb w czasie pandemii

Śmierć bliskiej osoby to niezwykle trudny moment. Pogrążonym w żałobie krewnym zależy na tym, by formalności związane z organizacją pogrzebu załatwić jak najszybciej. Ale w czasie pandemii koronawirusa nie jest to tak łatwe, jak dawniej.

Jak wygląda pogrzeb w czasie pandemii
fot. Shutterstock

Kiedy umiera członek rodziny, jego bliscy, pomimo rozpaczy, powinni niezwłocznie przystąpić do załatwiania formalności związanych z przygotowaniem pogrzebu. Silne emocje zwykle nie ułatwiają im tego zadania, zwłaszcza w czasie pandemii, gdy stres potęgowany jest przez niepewność, związaną ze zmieniającymi się procedurami.

Niezmienne pozostaje to, że zaraz po śmierci bliskiej osoby powinniśmy postarać się o jej kartę zgonu. Wygląda to różnie, zależnie od okoliczności zgonu:

- Jeśli osoba zmarła w szpitalu, kartę zgonu wystawi lekarz z oddziału, na którym była leczona.

- W przypadku, gdy osoba zmarła w domu, trzeba wezwać lekarza rodzinnego, którego pacjentem był zmarły. Jeśli śmierć nastąpiła późnym wieczorem, w nocy lub w dzień wolny od pracy, musimy wezwać pogotowie ratunkowe. Lekarz z przychodni może wystawić kartę zgonu od ręki. Lekarz z pogotowia wypisze tylko protokół zgonu, z którym trzeba udać się do przychodni w najbliższym dniu roboczym, by tam odebrać kartę zgonu.

- Jeśli śmierć nastąpiła w tragicznych okolicznościach – w wypadku, w wyniku samobójstwa lub morderstwa, należy wezwać pogotowie i policję, która poinformuje prokuraturę. Zmarły trafi do Zakładu Medycyny Sądowej na sekcję zwłok. Jego najbliżsi muszą w tym czasie wybrać się do prokuratury po zezwolenie na wydanie ciała zmarłego po przeprowadzonej sekcji. Z takim zaświadczeniem w Zakładzie Medycyny Sądowej otrzymają też kartę zgonu.

Lekarz może powiadomić policję także w przypadku zgonu, do którego doszło w domu, jeśli trudno jednoznaczne określenie przyczyny śmierci i zasadne jest wykluczenie udziału osób trzecich. Wówczas o tym, czy sekcja zwłok zostanie wykonana czy nie, decyduje prokurator. Jeśli od sekcji odstąpi, trzeba udać się do prokuratury po zgodę na pochówek i dopiero z taką zgodą, i z protokołem zgonu, w przychodni można otrzymać kartę zgonu.

Po akt zgonu tylko w maseczce

Musimy pamiętać, że w czasie epidemii koronawirusa zarówno w instytucjach państwowych, jak i w ośrodkach zdrowia obowiązuje związany z nią reżim sanitarny. Przed wejściem do budynków należy założyć maseczkę i zdezynfekować ręce. Czekając na swoją kolej musimy też zachować dystans wobec innych osób.

Zanim jednak udamy się do prokuratury czy przychodni, powinniśmy jak najszybciej zorganizować transport zwłok. Można to zrobić zaraz po otrzymaniu ze szpitala informacji o śmierci bliskiego, lub zaraz po wyjściu lekarza - jeśli bliski zmarł w domu. Wystarczy telefon do wybranego zakładu pogrzebowego, który przyśle pracowników po ciało. Nie trzeba im nic płacić – kwestie finansowe są regulowane później.

Kiedy zmarły zostanie już przetransportowany do zakładu pogrzebowego i dostaniemy jego kartę zgonu, z tym dokumentem musimy się udać do Urzędu Stanu Cywilnego po akt zgonu. Uwaga: tej formalności należy dopełnić w USC w miejscowości, w której nastąpił zgon.

Zgłoszenia w USC trzeba dokonać najpóźniej w terminie trzech dni od dnia zgonu, ale im wcześniej, tym lepiej, bo bez aktu zgonu nie można zorganizować pogrzebu. Do zgłoszenia zgonu są zobowiązani kolejno: małżonek lub dzieci osoby zmarłej, najbliżsi krewni, osoby zamieszkałe w lokalu gdzie nastąpił zgon, osoby, które były obecne przy zgonie lub administrator domu w którym nastąpił zgon.

Idąc do USC trzeba ze sobą mieć dowód osobisty osoby zmarłej oraz – jeśli je posiadała – także paszport i książeczkę wojskową. Dokumenty na miejscu zostaną unieważnione w systemie komputerowym i zniszczone.

Osoba zgłaszająca zgon dostaje bezpłatnie jeden egzemplarz odpisu skróconego aktu zgonu. Dodatkowe egzemplarze kosztują 22 zł za odpis skrócony lub 33 zł za odpis zupełny. Warto za nie zapłacić, bo przydadzą się później: przy staraniach o urlop okolicznościowy związany z pogrzebem, w postępowaniu spadkowym, przy ubieganiu się o świadczenie z polisy ubezpieczeniowej, przy zamykaniu spraw zmarłego – likwidacji jego konta w banku czy wypowiadaniu zawartych przez niego umów.

Skrócony odpis aktu zgonu najpierw trzeba dostarczyć do zakładu pogrzebowego, który na jego podstawie wystara się dla nas o zasiłek pogrzebowy - 4 tys. zł. - z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jeśli zmarły nie był objęty ubezpieczeniem społecznym - bo ani nie pracował, ani nie był zarejestrowany, jako bezrobotny, nie miał renty, ani emerytury - zasiłek może otrzymać jego pracujący krewny, pod warunkiem, że do zakładu pogrzebowego dostarczy zaświadczenie od pracodawcy, że od jego wynagrodzenia są odprowadzane składki do ZUS. Jeśli krewny zmarłego nie jest w stanie szybko dostarczyć takiego zaświadczenia, może zapłacić za pogrzeb gotówką, a kiedy dopełni formalności, zakład pogrzebowy zwróci mu pieniądze.

Identyfikacja ciała - MMS-em lub przez telewizor

W zakładzie pogrzebowym ustalamy szczegóły związane z organizacją pogrzebu. Decydujemy, czy zmarły ma zostać pochowany w trumnie czy skremowany, wybieramy kwiaty, tabliczkę na trumnę lub urnę, możemy zamówić oprawę muzyczną np. w postaci trębacza. Przynosimy też ubranie, w które pracownicy zakładu ubiorą ciało (jeśli osoba zmarła w szpitalu, ubranie należy dostarczyć do szpitalnego prosektorium).

Termin pogrzebu ustalamy w kancelarii cmentarza, gdzie należy uiścić stosowną opłatę. Zarządca cmentarza poprosi nas też o kartę zgonu potwierdzoną przez USC oraz o akt zgonu. Jeśli pogrzeb ma być wyznaniowy, trzeba udać się do parafii, do której należał zmarły i zamówić księdza. W przypadku pogrzebu świeckiego umawiamy mistrza ceremonii. Za obecność księdza należy złożyć w kancelarii parafialnej dobrowolną ofiarę. Za udział mistrza ceremonii płaci się ustaloną przez niego stawkę.

W czasie obecnej epidemii wiele spraw odbywa się inaczej, niż wcześniej. Na przykład identyfikacja zwłok ma często charakter zdalny. Jeżeli zmarły był zakażony koronawirusem, szpital wysyła rodzinie jego zdjęcie MMS-em. W niektórych Centrach Medycyny Sądowej, np. w CMS w Sochaczewie, można obejrzeć ciało przez ekran telewizora umieszczony w tzw. pokoju pożegnań. Z identyfikacji zmarłego w tej formule mogą skorzystać nie tylko krewni osób zmarłych na koronawirusa, ale też wszyscy inni, którzy obawiają się potencjalnego zakażenia (np. dlatego, że chociaż bliski nie zmarł na COVID-19, to jednak przebywał przed śmiercią w szpitalu, gdzie mógł mieć kontakt z wirusem).

Jeżeli zmarły był zakażony koronawirusem, z jego zwłokami trzeba postępować w sposób szczególny, określony w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia. Przede wszystkim pracownicy szpitala (jeśli zgon nastąpił w szpitalu) lub zakładu pogrzebowego (jeśli zgon nastąpił w domu) muszą przeprowadzić dezynfekcję zwłok płynem wirusobójczym. Należy odstąpić od standardowych procedur mycia ciała, ale w razie takiej konieczności, trzeba zachować szczególne środki ostrożności. Należy też unikać ubierania zwłok do pochówku, a także okazywania ciała rodzinie. Zwłoki powinny zostać umieszczone w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania ciała do spopielenia - pierwszy worek ze zwłokami trzeba umieścić w drugim. Powierzchnia każdego worka powinna być spryskana płynem odkażającym.

Zabezpieczone zwłoki muszą być umieszczone w kapsule transportowej - w przypadku przekazywania zwłok do krematorium - albo w trumnie do pochówku - w przypadku bezpośredniego pochowania na cmentarzu. Pomieszczenia, w których przebywała osoba zmarła, oraz wszystkie przedmioty, z którymi mogła mieć styczność, należy odkazić.

Kremacja łatwiejsza od tradycyjnego pochówku

Zwłoki zmarłego na koronawirusa powinny przez trzy dni przebywać w chłodni szpitalnej lub w chłodni w zakładzie pogrzebowym, bo dopiero po tym czasie wirus na skórze przestaje być aktywny. W krwi, moczu czy kale zmarłego koronawirus jest aktywny nawet do 12 dni, dlatego ciało, przed umieszczeniem w trumnie, jest owijane folią, a trumna wyściełana 5-centymetrowym wkładem chłonnym na bazie wapna i trocin. Szczelnie zamknięta trumna jest dezynfekowana i wieziona na cmentarz.

W marcu 2020 roku, tuż po ogłoszeniu w Polsce stanu epidemicznego, rząd ograniczył liczbę osób, mogących uczestniczyć w pogrzebie, do pięciu. Ograniczenia te jednak zniesiono i obecnie w ostatnim pożegnaniu zmarłego może uczestniczyć dowolna liczba jego krewnych i znajomych. Na cmentarzu powinni jednak zachować dwa metry dystansu od siebie albo założyć maseczki. Podczas nabożeństwa żałobnego w kościele bezwzględnie trzeba nosić maseczkę tak, jak we wszystkich innych pomieszczeniach zamkniętych, które są zarazem miejscami publicznymi. Aby uniknąć niebezpiecznych, ale i niezręcznych sytuacji, warto poprosić zaufaną osobę, by przypomniała żałobnikom, że ze względu na zagrożenie zakażeniem, podczas składania kondolencji nie należy ściskać się i podawać sobie rąk.

Jeśli rodzina osoby zmarłej na koronawirusa chce zorganizować jej tradycyjny pochówek, musi liczyć się z faktem, że pracownicy zakładu pogrzebowego mogą być ubrani w kombinezony ochronne, a trumnę ze zwłokami można złożyć jedynie w grobie ziemnym, głębokim na co najmniej dwa metry.

Dlatego większość osób decyduje się na kremację. Wówczas urnę można pochować w grobowcu murowanym, a z pogrzebem poczekać dłużej, jeśli np. rodzina zmarłego przebywa na kwarantannie.

Pochówek zmarłego na koronawirusa może być droższy niż osoby, która zmarła z innego powodu. Zakłady pogrzebowe doliczają bowiem do ceny pochówku dodatkowe opłaty, np. koszt dezynfekcji karawanu, który wynosi około 250 zł.