Wstecz

Islandzkie cmentarze - surowa przyroda i kruchość człowieka

Islandię można zwiedzać na różne sposoby. Na każdym kroku zachwyca przyroda. Ja zwiedziłam ją niestandardowo - jeżdżąc po cmentarzach. Jakże innych niż polskie, a przede wszystkim - z jakimi widokami!

Cmentarz w Selfos
Fot. Małgorzata Bazyluk

Powiązane artykuły

Przed wylotem czytam dużo na temat Islandii. Pytam osoby, które tam mieszkają, o pochówki i zwyczaje z nimi związane. Dziś często kremuje się zwłoki, bo wykopanie grobu nie wszędzie jest łatwe (skała zamiast ziemi skutecznie to utrudnia). Wciąż "modne" jest też oddanie prochów ziemi. Można je wrzucić do morza albo puścić na wiejącym wietrze (a ten potrafi wiać przeraźliwie). Pustą urnę oddaje się w wyznaczone miejsce. Nie można jej zachować ani postawić prochów w domu. Często pojawia się też informacja, że cmentarze… świecą w ciemności. W odróżnieniu od polskich nekropolii islandzkie często są ozdobione świetlnymi krzyżami, które zapalane są w nocy, szczególnie w okolicach świąt. Niestety, nie miałam okazji zobaczyć takiego cmentarza w ciemności. Widziałam jedynie wyłączoną instalację, ale to nie to samo.

Polskie groby w Selfoss

Pierwszy cmentarz, do którego zajeżdżam, znajduje się w miejscowości Selfoss. Z daleka uwagę przyciąga architektura kościoła – z wysoką, strzelistą wieżą. Na tle białych ścian wyróżniają się duże, czerwone drzwi. Przed budynkiem jest parking, na którym stoją samochody i... wielka koparka (dopiero później dowiedziałam się, że koparki są na Islandii wszędzie z uwagi na trudną pogodę. A to kopią, a to zgarniają śnieg). I gdybym nie wiedziała, że to kościół, pewnie bym na to nie wpadła. Ratusz, remiza, szalona realizacja wizjonera, ale kościół?

Zajeżdżam na tył budynku i kolejne zdziwienie, tym razem pomieszane z zachwytem.

Cmentarz w Selfos Fot. Małgorzata Bazyluk

Cmentarz położony jest na cypelku, otacza go woda. Za rzeką, która niewiele dalej wpada do oceanu, widać czarną górę – zapewne wulkaniczną. Oglądam też pierwsze nagrobki. Rzuca się w oczy skromność i prostota. Są niewielkie – często to kamień lub po prostu mały, drewniany krzyż pomalowany na biało. Są też pomniki z płyty, jednak znacznie mniejsze niż widziane u nas tablice nagrobne. Gdzieniegdzie postawione są płotki ogradzające miejsce pochówku. Nie ma morza zniczy, kwiatów. Stoją lampki, figurki, a na grobie dziecka czerwony samochodzik.

Cmentarz w Selfos Fot. Małgorzata Bazyluk

Na, chce się rzec, "pomniczku" z modlącą się Maryją, zniczami, czerwonymi różami we flakonie i czuwającym nad tym aniołem widnieje zdjęcie kobiety. "Takie typowe polskie zdjęcie nagrobne" – myślę. I niewiele się mylę, bo dowiaduję się od znajomych Polaków mieszkających w pobliżu od ponad 20 lat, że to nasza rodaczka. Naprzeciw również pochowany jest Polak – na zdjęciu jest uśmiechnięty i trzyma wielką rybę. Był miłośnikiem wędkarstwa i chętnie korzystał z uroków Islandii.

Surowa przyroda Islandii i piękny kościółek

Jadę dalej. Po podziwianiu oceanu na groźnej Reynisfjara, znanej na całym świecie jako "plaża śmierci", udaję się w stronę Viku. Nie mogę napatrzeć się na krajobraz dookoła. Klify, lodowce, wulkany i wdzierająca się w czarny ląd woda tworzą niesamowitą całość. Zupełnie nie spodziewam się, że na wzgórzu na zakręcie zobaczę biały kościółek z czerwonym dachem. To Reyniskirkja, klasyczny wiejski kościół na Islandii. Świadczą o tym kolory, ale też surowiec (czyli drewno) oraz prosta bryła. 

Cmentarz w Vik fot. Małgorzata Bazyluk

Dookoła stoją białe krzyże i czarne, niewielkie płyty nagrobne. To zapewne groby okolicznych mieszkańców. Widok zapiera dech w piersiach. Co ciekawe, kościół i cmentarz w tym miejscu są dla Islandczyków również potencjalnym miejscem schronienia przed niszczycielską siłą żywiołu. Gdyby wybuchł pobliski wulkan Katla, stopiłby lodowiec Myrdalsjokull, doprowadzając do powodzi. Kościół Reyniskirkja jest położony na tyle wysoko, że przetrwałby to zagrożenie.

Cmentarz w Vik fot. Małgorzata Bazyluk

Hólavallagarður – unikatowy cmentarz na skalę światową

Jako ostatni punkt zwiedzania wyznaczam sobie Reykjavik. Po basenie (przy minusowej temperaturze na zewnątrz pływałam w plus 40 st. C) jadę na najstarszą nekropolię w mieście. To Hólavallagarður. Pierwsze pochówki miały się tam rozpocząć w 1837 r. Nie udało się – na pierwszy pogrzeb było trzeba poczekać do kolejnego roku. Czekano bowiem na… odpowiednią osobę, tzn. odpowiedniego zmarłego. Urzędnicy nie chcieli, aby była to persona "niegodna", zaś rodziny zmarłych nie chciały chować swoich bliskich i "obciążać ich" odpowiedzialnością, zamiast zapewniać wieczny odpoczynek. Islandzka opowieść ludowa mówi bowiem, iż pierwsza pochowana na cmentarzu osoba nigdy nie zamienia się w proch, a dostaje funkcję obserwatora, stróża. Do końca świata będzie czuwać nad cmentarzem i witać tych, którzy na nim spoczną. Tę zaszczytną funkcję na Hólavallagarður przypadło pełnić Guðrun Oddsdottir. Podobno o "kandydaturze" żony sędziego Þórðura Jónassena przeprowadzono wiele rozmów i dopiero pod koniec grudnia 1838 r. odbył się tam jej pochówek. Żelazny krzyż na grobie mieszkanki Reykjaviku wyróżnia się wielkością, więc nietrudno domyślić się jej honorowej funkcji.

Cmentarz w Reykjaviku fot. Małgorzata Bazyluk

Hólavallagarður, czyli "ogród na wzgórzu", wygląda jak park. Pomniki schowane są pod drzewami. Często wydaje się, że drzewa wprost z nich wyrastają. Zwracam uwagę na materiał, z którego są wykonane. Znów w większości to po prostu kamienie z wyrytymi imionami, czasami drewniane krzyże albo surowy beton porośnięty mchem.

Cmentarz w Reykjaviku fot. Małgorzata Bazyluk

Na cmentarzu panuje cisza i spokój. Nie słychać nawet przejeżdżających samochodów. Czuję się, jakby świat się zatrzymał. To jeden z niewielu cmentarzy w Europie, którego nie dotknęły wojna i zniszczenia. Tę wyjątkowość widzę nie tylko ja. Na portalu informacyjnym ruv.is znajduję informację, że pod koniec 2024 r. Rada Miejska Reykjaviku zatwierdziła objęcie cmentarza przy ul. Suðurgata szczególną ochroną jako terenu "uznanego za unikalne świadectwo historii planowania i rozwoju cmentarzy w XIX i XX w.". To trzy hektary ziemi wraz z otaczającymi go murami.

Cmentarz w Reykjaviku fot. Małgorzata Bazyluk

Czytam też:

W obrębie Hólavallagarður znajdują się cenne zabytki kultury, w tym wyjątkowe pomniki, płaskorzeźby autorstwa znanych artystów, żelazne krzyże oraz ogrodzenia uznawane za rzadkie przykłady europejskiego rzemiosła. Na jego terenie rośnie również unikalna roślinność, której część znajduje się na europejskiej liście gatunków zagrożonych wyginięciem. Występują tam także grzyby, których nie spotyka się nigdzie indziej, poza tym miejscem.
Cmentarz w Reykjaviku fot. Małgorzata Bazyluk

Pora roku niestety nie pozwala na cieszenie się pełnią tej różnorodności. Ale już wiem, że na Islandię wrócę latem. Chciałabym zobaczyć białe noce, a teraz również cmentarz Hólavallagarður w całej okazałości.

Małgorzata Bazyluk