Wstecz

"Auschwitz nie spadło z nieba". W pierwszą rocznicę odejścia Mariana Turskiego

Mija pierwsza rocznica śmierci Mariana Turskiego - historyka, dziennikarza i ocalałego z Zagłady, który był "strażnikiem człowieczeństwa" i jednym z najważniejszych głosów pamięci o Auschwitz. Jego apel: "Nie bądź obojętny" stał się moralnym drogowskazem dla współczesnych pokoleń.

Marian Turski
Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl

Powiązane artykuły

27 stycznia 2020 r., podczas uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, Marian Turski wygłosił pamiętne przemówienie, które stało się jednym z najważniejszych moralnych apeli XXI wieku. Przypomniał w nim, że "Auschwitz nie spadło z nieba" – że początkiem były "drobne formy prześladowania Żydów", a więc sygnały, które łatwo zlekceważyć. Podkreślił, że skoro to się wydarzyło, "może wydarzyć się wszędzie". Wskazywał na konieczność obrony praw człowieka i konstytucji. Sformułował "jedenaste przykazanie": "Nie bądź obojętny. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie kłamstwa historyczne, nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana". Te słowa padły w czasie rosnącej w Polsce i na świecie ksenofobii i nienawiści. 

Turski przez lata mówił "w imieniu tych, którym wojna i śmierć odebrała głos". Jednak – jak sam przyznał w rozmowie z Jackiem Żakowskim – potrzebował czasu, by zacząć opowiadać o swoich wojennych doświadczeniach. Przez ponad 20 lat miał amnezję obejmującą obozowe wspomnienia, a potem nie chciał o nich mówić. Dopiero w 2001 r., kiedy otwarto dla zwiedzających obozową saunę (łaźnię), zgodził się coś powiedzieć publicznie. 

Marian Turski podczas obchodów 80. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Wyborcza.pl

Kim był Marian Turski 

Urodził się w 1926 roku w Druskiennikach jako Mosze Turbowicz. Dorastał w Łodzi, gdzie w wieku zaledwie czternastu lat trafił do getta. Działał tam w Lewicy Związkowej – konspiracyjnej organizacji prowadzącej sabotaż i samopomoc. W getcie uczęszczał na tajne komplety, na których zdał maturę.

W sierpniu 1944 roku jego rodzice i brat zostali wywiezieni do Auschwitz. On sam trafił tam dwa tygodnie później, w jednym z ostatnich transportów, wraz z członkami organizacji. Ponieważ ofensywa Rosjan stanęła, kierownictwo Lewicy uznało, że mają większe szanse na przeżycie w obozie niż w bunkrach w zlikwidowanym getcie.  

Ojciec i brat Mariana Turskiego zginęli w komorach gazowych. On przeżył dwa marsze śmierci. Najpierw przeszedł 63-kilometrową trasę z Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Stamtąd więźniów przetransportowano odkrytymi wagonami do Buchenwaldu. Potem z Buchenwaldu razem z innymi więźniami szedł do Theresienstadt (Terezin). Do przejścia mieli ponad 240 km. W Theresienstadt doczekał wyzwolenia – chory na tyfus, umierający z wycieńczenia.

Marian Turski – lata powojenne

Po wojnie zamieszkał na Dolnym Śląsku. W 1946 r. rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Wrocławskim oraz pracę dziennikarską. Wstąpił do PZPR, a w latach 1955-1957 był zastępcą redaktora naczelnego "Sztandaru Młodych". Gdy partia uznała, że jego krytyczne komentarze dotyczące radzieckiej interwencji na Węgrzech są "antyradzieckie", przeniósł się w 1958 roku do tygodnika "Polityka". Tam przez wiele lat kierował działem historycznym. Po wydarzeniach 1968 roku związał się z opozycją demokratyczną. Współpracował z KOR-em, choć formalnie do niego nie wstąpił.

Turski był współtwórcą i przewodniczącym Rady Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny, członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i wielu innych instytucji zajmujących się pamięcią o Holokauście. Angażował się w dialog polsko-żydowski i polsko-niemiecki. Jego działalność była wielokrotnie nagradzana – otrzymał m.in. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Legii Honorowej oraz Wielki Krzyż Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.

Zygmunt Stępiński, dyrektor Muzeum POLIN, który znał go pół wieku, pożegnał go słowami: 

Marian należał do grona tych, o których po latach można mówić – jak o Bartoszewskim – że zachowywał się przyzwoicie. Sam żałował niektórych swoich wyborów, szczególnie młodzieńczej wiary w komunizm, ale nigdy nie próbował wymazywać własnej biografii. Jak każdy porządny historyk uważał, że trzeba widzieć całość.

Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny napisało: "Jego życie było dowodem na to, że nawet w obliczu najstraszniejszych doświadczeń człowiek może wybrać drogę solidarności i miłości do świata".

Kontrowersje wokół filmu o Marianie Turskim 

Marian Turski zmarł 18 lutego 2025 roku w Warszawie. Spoczął na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej. Miał 98 lat. 

W pierwszą rocznicę jego śmierci w TVP miał być pokazany film "XI. Nie bądź obojętny". Film o Marianie Turskim zrealizowała trójka artystów: Andrzej Wolf, Andrzej Krakowski i Majka Elczewska. W filmie Marian Turski mówi, że dla niego najgorsza w Auschwitz była pogarda i upokorzenie. "To, że człowiek traktowany był jak karaluch, jak insekt, którego można zgnieść". Dlatego twórcy uznali, że "pokazanie współczesnych przykładów pogardy i języka nienawiści w wydaniu polityków i zwykłych ludzi zainfekowanych ich słowami wypełnia przesłanie Turskiego (...). Film uznano za ważny i wartościowy, ale przeważyły opinie, że jest »zbyt poruszający«. Antypolski, antyizraelski, antyamerykański..." – napisał Wojciech Czuchnowski. 

Anna Gorczyca