Wstecz

Piosenki Marii Koterbskiej nuciła cała Polska. Artystka żartowała, że kolorowe gazety nie mają z niej pożytku

Mija piąta rocznica śmierci Marii Koterbskiej. Pierwsza dama polskiej piosenki zmarła 18 stycznia 2021 roku w szpitalu w Bielsku-Białej. Mieszkańcy kochali ją za to, że nigdy nie opuściła rodzinnego miasta i mimo wielkiej sławy nigdy się nie wywyższała.

Maria Koterbska
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Wyborcza.pl

Powiązane artykuły

Pogrzeb Marii Koterbskiej miał charakter państwowy. W zabytkowym kościele Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej żegnali ją m.in. syn Roman Frankl oraz przedstawiciele ministerstwa kultury. Obecny był także Jarosław Klimaszewski, prezydent Bielska-Białej.

– Pani Marii nie można było nie lubić. Była rodowitą Bielszczanką. I choć zrobiła ogromną karierę, nigdy swojego rodzinnego miasta nie opuściła. Co więcej, przez całe swoje dorosłe życie była prawdziwą ambasadorką Bielska-Białej. Zawsze z ogromną dumą podkreślała, skąd pochodzi. I za to my, Bielszczanie, ją kochaliśmy – mówił prezydent Klimaszewski.

– Mama, która na pewno nas gdzieś tam teraz słucha, jest też szczęśliwa, ale pewnie trochę skrępowana. Była bardzo normalną osobą i wszystkie te hołdy, które o sobie słyszała, nieco ją peszyły – wspominał matkę Roman Frankl.

Piosenkarka spoczęła na cmentarzu przy ul. Grunwaldzkiej w Bielsku-Białej. Mimo pandemii na pogrzeb przyszło kilkuset mieszkańców, którzy chcieli ją pożegnać.

W Bielsku-Białej pochowano Marię Koterbską Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Maria Koterbska urodziła się w Bielsku-Białej

Maria Aleksandra Koterbska-Frankl urodziła się 13 lipca 1924 w Białej, wtedy jeszcze oddzielnym mieście (Bielsko i Biała połączyły się w jedno miasto 1 stycznia 1951 roku). Urodziła się w muzycznej rodzinie Władysława i Janiny z Mierowskich.

Z Bielskiem-Białą związana była przez całe życie. Kamienicę przy ul. Sempołowskiej, w której mieszkała, wybudował jeszcze jej dziadek. Obok domu był wielki ogród.
"To było najlepsze miejsce do zabawy. Można było nim zejść aż nad Białkę. Gdy byłam dzieckiem, rzeka wyglądała inaczej niż dziś. Uregulowali ją dopiero Niemcy. Dziadek wybudował schodki, którymi schodziliśmy do wody. Zrobił też mały zalew. W rzece pływały ryby i dzieci łowiły je. W zimie niedaleko domu można było pojeździć na sankach" – wspominała pani Maria w rozmowie z bielską "Wyborczą".

Była jedną z trójki rodzeństwa. Gdy tylko dopisywała pogoda, tata zabierał dzieci na wędrówki w góry. Zimą jeździli na narty do Szczyrku, na Szyndzielnię i na Klimczok. Jeden z jej braci został nawet potem instruktorem narciarskim. 

Pod bielskim budynkiem Poczty Głównej poznała jedną z najważniejszych osób w swoim życiu. A było to tak: jeden z jej znajomych urządzał w domu potańcówkę, zaprosił m.in. Marię. Pod pocztą umówiła się z chłopakiem, z którym miała pójść na zabawę. To był Jan. – Podczas zabawy przyszło gestapo, legitymowało wszystkich. Na szczęście, przygoda skończyła się dobrze. Jan Frankl, chłopak, z którym umówiłam się pod pocztą, odprowadził mnie do domu. Potem został moim mężem – wspominała piosenkarka. 

Ślub odbył się w 1950 roku. Spędzili razem ponad pół wieku, Jan zmarł w 2020 roku. Ich jedyny syn, Roman Frankl, urodził się w 1954 roku. Jest aktorem, piosenkarzem, autorem i kompozytorem. Mieszka w Austrii.

– Na mnie dziennikarze zawsze narzekali: z tą Koterbską to prawdziwa rozpacz – ciągle ten sam mąż, ten sam dom, ten sam (dziesięcioletni już) samochód – żartowała.

Maria Koterbska z mężem Janem Franklem, Fot. Maciej Jarzębiński / Agencja Wyborcza.pl Maria Koterbska z mężem Janem Franklem, Fot. Maciej Jarzębiński / Agencja Wyborcza.pl

Wielu jej znajomych powyjeżdżało z Bielska-Białej w różne strony świata. – Ja zostałam i zostanę, bo kocham to miasto. Wolałam uciążliwe podróże do Krakowa i Warszawy niż przeprowadzkę – opowiadała piosenkarka. Te podróże były naprawdę uciążliwe, bo do Warszawy kursował tylko jeden pociąg – nocny, z wagonami sypialnymi. 

Miała zostać farmaceutką

Wielka kariera Koterbskiej to zbieg różnych okoliczności. Maria miała studiować farmację, zdała nawet egzaminy wstępne. Nim zaczął się pierwszy semestr, wystąpiła w Katowicach podczas koncertu na rzecz odbudowy Warszawy. Usłyszał ją Jerzy Harald, szef orkiestry rozrywkowej w śląskiej rozgłośni Polskiego Radia, a także pianista i kompozytor. Zaprosił ją na przesłuchanie. To był 1950 rok. Koterbska została stałym gościem audycji "Melodie świata".

Maria Koterbska fot. Edward Hartwig/NAC

Śpiewając, próbowała przemycać elementy nowoczesnego wtedy swingowego grania. – Sekretarzom KC nie podobało się to moje "amerykańskie śpiewanie". Wstrzymano moje nagrania, zakazano występów. Musiałam jechać na dywanik do Warszawy. A tam urzędniczka nie mogła zrozumieć, dlaczego ja tak śpiewam, po co ten amerykański styl. Przekonywała mnie, że jest tyle radzieckich piosenek, ja jej na to, że nie umiem tak śpiewać. "To się trzeba przestawić" – usłyszałam w odpowiedzi. Zaśpiewałam wtedy taką piękną rosyjską piosenkę: Och, ty nocko, nocko majowa, ulecz serca mego ranę... Urzędniczka była załamana. "To też swingujecie" – powiedziała ze złością – wspominała pani Maria w rozmowie z "Wyborczą".

Harald napisał muzykę do kilku jej bardzo znanych piosenek, m.in "Brzyduli i rudzielca", "Mój chłopiec piłkę kopie" czy "Wrocławskiej piosenki". Słowa pisała żona Haralda, Krystyna Wnukowska.

Maria Koterbska stała się sławna. Śpiewała nie tylko na estradzie i w radiu, ale także w filmach. W "Sprawie do załatwienia", komedii z 1953 roku, wystąpiła u boku wielkich gwiazd – Adolfa Dymszy, Hanki Bielickiej, Edwarda Dziewońskiego, Kazimierza Opalińskiego i Ireny Kwiatkowskiej. "Irena do domu", drugi film z jej udziałem, o dwa lata późniejszy, też był komedią z gwiazdorską obsadą.

Koterbska współpracowała też z krakowskim Teatrem Satyryków i kabaretem literatów Wagabunda. W Wagabundzie zetknęła się m.in. z Jackiem Fedorowiczem, Stanisławem Tymem, Bogumiłem Kobielą, Wiesławem Michnikowskim i Jeremim Przyborą. Przybora napisał dla niej dwie piosenki: "Deszcz" (z muzyką Jerzego Wasowskiego) i "Nie mówimy, że to miłość", obie stały się wielkimi przebojami.

W 1963 roku na festiwalu w Sopocie zdobyła drugą nagrodę za piosenkę "Odejdź smutku". Koncertowała nie tylko w Polsce, ale też za granicą, pod koniec lat 70. wspólnie ze swoim synem Romanem Franklem. Zawsze jednak wracała do ukochanego Bielska-Białej.

Maria Koterbska Fot. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl

Tysiące osób wzięło udział w 90. urodzinach pani Marii

Mieszkańcy Bielska-Białej kłaniali się jej na ulicy. Na jej ostatni publiczny jubileusz – dziewięćdziesiąte urodziny – w 2014 roku, do Teatru Polskiego w Bielsku-Białej przybyło kilka tysięcy osób.
"O wejściówki pytali mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Wiednia i wielu innych miast. W sobotę 20 września 2014 roku Maria Koterbska, najsłynniejsza bielszczanka, świętowała »zaległe« dziewięćdziesiąte urodziny (faktycznie obchodziła je 13 lipca). Z tej okazji miasto, teatr i rodzina przygotowali uroczysty koncert, by godnie uczcić jubileusz artystki. Dla tych, którzy chcieli mieć namiastkę uczestnictwa »na żywo«, przed frontonem bielskiej sceny pojawił się ogromny telebim. Przed ekranem zasiadły tłumy, czemu sprzyjał ciepły wieczór" – relacjonował  ladysclub-magazyn.pl

Marcin Jacobson, producent i wydawca muzyczny, mówił wtedy, że jego zdaniem Maria Koterbska jest jedną z najwybitniejszych piosenkarek w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Świetny głos, estradowa osobowość, muzykalność i poczucie swingu wyróżniały ją na tle całej plejady gwiazd naszej estrady. – Uważam, że gdyby działała na Zachodzie, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, dzisiaj noszona byłaby na rękach – dodawał.

W Bielsku-Białej pamięć o niej wciąż jest żywa. W 2024 roku miasto obchodziło setną rocznicę jej urodzin. Ukoronowaniem obchodów był musical "Viva Maria!" w Teatrze Polskim, którego autorem jest syn piosenkarki. 

Spektakl wzbudził ogromne zainteresowanie już wtedy, gdy pojawił się pomysł takiej produkcji. O rolę Marii Koterbskiej starało się 50 aktorek. Wybrano dwie: Bielszczankę Dominikę Handzlik i Żanetę Rus z Żywca. Jerzego Haralda zagrał Roman Frankl. Bilety na spektakle wyprzedały się błyskawicznie.

Przed Teatrem Polskim w Bielsku-Białej stoi pomnik Marii Koterbskiej. Jej imię noszą Bielskie Centrum Kultury oraz jedno z rond.

O Marii Koterbskiej pamiętają także w innych miastach

Piosenka "Mkną po szynach niebieskie tramwaje" stała się nieformalnym hymnem wrocławskich tramwajarzy. W 1978 roku rozbrzmiała na pokładzie statku kosmicznego Sojuz 30, na którym był Polak Mirosław Hermaszewski. W 2005 roku Maria Koterbska odebrała nagrodę wrocławskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Uhonorowano ją właśnie za tę piosenkę. W 2022 roku bielska piosenkarka została patronką pierwszego wrocławskiego tramwaju Moderus Gamma 2.

Z inicjatywy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego we Wrocławiu na ścianie budynku przy ulicy Teatralnej 26 powstał mural upamiętniający Koterbską. Stworzył go duet artystów działający pod szyldem Czary-Mury. Mural to połączenie portretu Marii Koterbskiej i tramwaju linii 17, którego trasa odpowiada słowom jej wrocławskiej piosenki "przez Sępolno, Zalesie i Krzyki".

Rzeźba i multimedialna ławeczka piosenkarki znajdują się nad jeziorem Necko w Augustowie. Odsłonięto je w 2022 roku. Przypominają postać artystki oraz wyśpiewany przez nią przebój "Augustowskie noce".

Ewa Furtak