
Pożegnanie Stefana Tyszko Przychodzimy i odchodzimy, zostawiając swój ślad na Ziemi. Nasze rodziny przeżywają radość gdy się rodzimy, odejściu zaś towarzyszy smutek i zaduma. Nasza wiara pomaga nam pogodzić się z brakiem bliskiej i kochanej osoby, ale nigdy zapomnieć. Nasze łzy i ból koi wiara, że odchodzą oni do lepszego świata, gdzie czeka ich wieczne zbawienie. Po stracie bliskiej osoby zostaje pustka, tym większa, gdy odchodzi rodzic. Po stracie obojga rodziców bezpowrotnie zamyka się pewien etap życia, nie ma już możliwości zasięgnięcia rady i korzystania z ich życiowej mądrości. Jak zapamiętamy naszego tatę? Pamiętać będziemy jego pozytywne nastawienie do życia, walkę o powrót do zdrowia, gdy dopadały go ciężkie choroby na różnym etapie życia. Jego niesłabnącą wolę życia, szczególnie w okresie po odejściu jego ukochanej żony Krysi, z którą przeżył w szczęśliwym związku małżeńskim 62 lata. Odyseję życia i poszukiwanie swego miejsca na ziemi rozpoczął w wieku 17 lat. Dopiero w dorosłym życiu obie z siostrą dowiedziałyśmy się, że miał nawet epizod pracy górnika, w kopalni na Dolnym Śląsku. Z rodzinnego Podlasia, przez Śląsk, Mazury – gdzie stacjonował w wojsku, dojechał w końcu do Warszawy aby tu zostać, ożenić się i wychować dwie córki. Był obieżyświatem. Gdy zdrowie mu pozwalało to każde wakacje spędzał objeżdżając rozrzuconych po Polsce członków rodziny. Jeździł w rodzinne strony, kierując samochodem nawet, gdy miał już ponad 80 lat. Z chęcią uczestniczył w rodzinnych uroczystościach, z żalem żegnał odchodzących bliższych i dalszych członków rodziny, znajomych i przyjaciół z jego pokolenia. Miał swój mały kalendarzyk, ze spisem adresów i telefonów i gdy nachodziła go ochota, obdzwaniał wszystkich po kolei. Był strażnikiem pamięci i tradycji rodzinnych. To dzięki niemu, obie z siostrą tak dobrze znamy losy naszej rodziny. Miał niesamowitą pamięć, rozmowa z nim o przeszłości czy bieżących wydarzeniach była przyjemnością. Zapamiętamy jego ciekawość świata, zainteresowanie polityką i tą polską i światową. Nigdy nie zapomnimy też, jak w okresie ciężkiej choroby rok temu, gdy wszyscy baliśmy się, że go stracimy (a chorował na ciężkie, obustronne zapalenie płuc, groźne dla osoby w jego wielu), spytał mnie ze szpitalnego łóżka – „Beatka, a jak wybory w Niemczech?”. Elę zawsze przepytywał z najnowszych wydarzeń, zwracając uwagę, że przecież ona to musi wiedzieć. Nie wiedziałyśmy, czy się śmiać, czy płakać. Taki właśnie był. Jedyny w swoim rodzaju. Interesowało go wszystko – polityka, finanse, sport. Dzień zaczynał od czytania gazet, o dziwo! bez okularów, a gdy odwiedzaliśmy go referował nam wszystko z czym się zapoznał – łącznie z wynikami meczów, szczególnie w siatkówkę. Namiętnie oglądał telewizję, zwłaszcza programy publicystyczne. Najbardziej w pamięci zostały nam wspomnienia o nim z okresu po odejściu mamy – wtedy bałyśmy się z Elą, że tęsknota za żoną go nam zabierze. Ale czas mijał i powoli rodziły się plany na przyszłość. Chciał być zdrowy, aby uczestniczyć w ważnych wydarzeniach w życiu swoich wnuczek i wnuków, w ich ślubach, weselach, chciał doczekać prawnuków. Wiele myślał o swojej ukochanej działce, co będzie przycinał, co sadził. To dla niego szczególnie dbaliśmy o kwiatowy klomb – ukochane miejsce mamy, kwiatki kwitną tam od wczesnej wiosny do późnej jesieni, szczególnie żółte astry. Działka to był ważny element jego życia. Urokliwe podwarszawskie miejsce w Wilkowej Wsi koło Leszna pojawiło się, gdy był już emerytem i nadało jego życiu nowy sens. Na działkę rodzice jeździli od kwietnia do października, tam zawarli nowe przyjaźnie, tam wychowywały się ich wnuki, bo brali je często „na przechowanie” w okresie lata. Działka pozwoliła im zrealizować marzenie o posiadaniu domu, był i jest, co prawda malutki, ale zbudowany dosłownie – własnymi rękami – z pomocą znajomych fachowców. Działka to był ich cały świat, po zimowym letargu do życia wracali wiosną, gdy już można było pojechać na działkę. Tata przeżył 92 lata i sześć miesięcy, przepracował zaś aż 48 z nich. Nawet na emeryturze chciał czuć się potrzebny i podjął się dodatkowej pracy - w przedszkolu, tam gdzie zatrudniona była mama i razem z nią przeszedł „powtórnie” na emeryturę. Wcześniej zaś całe swoje zawodowe życie spędził w już dziś nieistniejących Zakładach Mechanicznych im. M. NOWOTKO, które mieściły się dosłownie tuż za rogiem, blisko miejsca, gdzie dziś spocznie. Chciałyśmy wspomnieć też, że przeszło 2 lata temu z racji jego wieku i pogarszającego się zdrowia, pojawiła się obok nas Pani Irenka – dobra dusza i taty opiekunka. Z początku nienawykły do innej niż nasza, stałej obecności szybko przekonał się, że jej pomoc pozwala mu na nowo otworzyć się na życie. Uwielbiał chodzić na spacery i zawsze rano pytał się, czy nie pada deszcz, bo wtedy nawet już na wózku mógł wyjść na długi spacer. Obie z siostrą jesteśmy bardzo wdzięczne pani Irence, że pomagała nam w opiece nad tatą. Jak możemy go pożegnać? Nie wiemy, nigdy nie żegnałyśmy wcześniej taty na zawsze. Obie wiemy, że był naszym wzorem, nauczycielem życia, dobrym duchem. Dał nam wiarę w swoje możliwości i zachęcał do sięgania jak najwyżej. Był bardzo religijny i wtedy, gdy już trudno było mu uczestniczyć osobiście w mszy św. , w skupieniu oglądał transmisje telewizyjne. Dziękujemy Ci tato. Będzie nam Ciebie bardzo brakowało. Żegnamy się z Tobą słowami księdza Jana Twardowskiego „Odszedłeś cicho, bez słów pożegnania, jakbyś nie chciał swoim odejściem smucić, jakbyś wierzył w godzinę rozstania, że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić” Spoczywaj w pokoju. Amen.