Ariadna Gierek-Łapińska

Ariadna Gierek-Łapińska

Ur. 01.05.1938 Zm. 26.12.2020

Wspomnienie

Była jedną z najsłynniejszych polskich okulistek. Przez całe dorosłe życie towarzyszyły jej plotki, że: z teściową Stanisławą Gierek jeździła na zakupy do Paryża, kąpała się w kryształowej wannie i że była córką Breżniewa. Niewiele osób pamiętało, jak wielkie rzeczy zrobiła dla pacjentów. Ariadna Gierek-Łapińska urodziła się w Wilnie. Jej ojciec, Teodor Zankowicz, skończył tam agronomię, przed wojną był asystentem na Uniwersytecie Stefana Batorego. Mama, Klara z Falkowskich, uczyła niemieckiego. Ariadna miała trzech braci. Najstarszy Aleksander i o rok od niego młodszy Anatol służyli w ułanach. Podczas kampanii wrześniowej trafili do niewoli. Byli w tym samym oddziale i Niemcy wywieźli ich razem do oflagu w okupowanej Francji. Po wyzwoleniu każdy jeniec mógł wybrać: wracać do Polski albo wyemigrować do dowolnego kraju. Aleksander wrócił do Polski, pracował w wytwórni filmowej. Najmłodszy brat, Grzegorz, w czasie wojny został złapany przez Niemców na zbiórce harcerskiej. Rozstrzelali go, choć miał zaledwie 16 lat. Po wojnie Wilno trafia w ręce radzieckie. Zankowiczowie muszą opuścić miasto. Przenoszą się do Katowic. W 1956 r. Ariadna rozpoczęła studia w Śląskiej Akademii Medycznej im. Ludwika Waryńskiego. Mieszkała w akademikach z czerwonej cegły w dzielnicy Rokitnica. Pokój dzieliła z Joasią Kozłowską, która później została anestezjologiem. Lubiła przedmioty teoretyczne, bała się interny, bo jak osłuchiwała pacjentów i wykładowca kazał jej interpretować szmery, ona nigdy nie była pewna. Wolała chirurgię, bo od razu widać było efekty. Ale o chirurgii ogólnej nie ośmieliła się wtedy marzyć chyba żadna kobieta. Ariadna wybrała okulistykę. O szalonym życiu studenckim niewiele wiedziała. Na medycynie było inaczej niż na innych kierunkach. Rano wkuwanie, potem zajęcia, wieczorem wkuwanie. Kto oblewał egzamin - wylatywał. Stypendia naukowe ledwo wystarczały na utrzymanie. Ariadna i Joasia kupowały margarynę, chleb, smalec i ogórki. Od święta jadły obiady w stołówce. Chciały dobrze wyglądać, ale na kosmetyki nie miały pieniędzy. Robiły więc maseczki z ogórków, a na zajęciach z farmakologii - kremy. Trzyprocentowy kwas borny mieszały z gliceryną i gotowe - najlepszy krem nawilżający. Ariadna znała Adama Gierka ze szkoły. Chodzili do równoległych klas w liceum im. Piecka w Katowicach. Potem ich drogi się rozeszły. Adam wyjechał na studia do Moskwy, ona wyszła za mąż (małżeństwo trwało bardzo krótko). W 1962 roku wpadli na siebie na przystanku tramwajowym. Adam zaczął coraz częściej odwiedzać Ariadnę, w końcu się jej oświadczył. Ariadna weszła do wpływowej wtedy rodziny. Edward Gierek był pierwszym sekretarzem PZPR na Śląsku. Nazwisko otwierało każde drzwi. W 1965 roku Ariadna Gierek otrzymała tytuł doktora nauk medycznych. Pracowała w szpitalu w Bytomiu, ale mierzyła wyżej. Kliniką okulistyczną w szpitalu przy ul. Francuskiej w Katowicach rządził prof. Marian Mądroszkiewicz. Zaproponował Ariadnie pracę, ale poprosił, aby ona załatwiła mu w zamian Krzyż Kawalerski. Odznaczenie gwarantowało emeryturę wyższą o 30 proc. Ariadna poszła do Edwarda Gierka. - Nawet dobrze - zgodził się teść. - Nie będziesz musiała jeździć do Bytomia. Wszyscy zadowoleni. Profesor dostał order, a Ariadna od 1 października 1966 roku etat w klinice na Francuskiej. Gdy prof. Mądroszkiewicz w 1974 roku zrezygnował ze stanowiska kierownika kliniki, przejęła ją Ariadna Gierek. Nie spoczęła na laurach, zaczęła rozwijać okulistykę. Lekarze z Francuskiej zaczęli się uczyć nowych technik operowania oczu. W 1976 roku na krajowym kongresie okulistycznym w Katowicach po raz pierwszy w Polsce pokazali filmy zarejestrowane podczas operacji mikrochirurgicznych. Medycy z innych ośrodków otwierali usta ze zdumienia. Sława prof. Ariadny Gierek rosła. Była zapraszana na zjazdy, odczyty, konferencje. Jeździła w delegacje zagraniczne, na które czasami teść zapraszał swoje synowe. Ludzie w PRL-u za takie wyjazdy daliby się pozabijać. A ona? - Trudno się było cieszyć z tych podróży i zaliczać je do udanych - mówiła. - Przede wszystkim były bardzo krótkie. Weźmy Indie. Jedna noc w Agrze, żeby zobaczyć Tadż Mahal, dwie noce w Nowym Delhi. Zero luzu, wszędzie na sztywno, oficjalnie. Trzeba się pilnować, by nie wywołać skandalu. Czułam się jak pacynka. Podjeżdżał bus, trzeba było wsiąść, przewodnik coś opowiadał, kazał wysiadać, to się wysiadało. Uściski dłoni, składanie kwiatów, żadnych kontaktów z miejscowymi, kolejny przystanek. Zdjęcie z Indirą Gandhi. Uśmiech, szybko, szybko. O sklepach mogłam zapomnieć. Lądowanie w Teheranie. I znów oficjalne uroczystości, szach uprzejmy, pokazuje skarbiec. Uprosiłam teścia, żeby pozwolił wyjść na miasto, zobaczyć, jak ludzie żyją. Dostałam samochód, ochronę, trochę kieszonkowego i trzy godziny. Zdążyłam wejść do kilku sklepów ze złotem. Kupiłam elegancką bransoletkę, którą do tej pory noszę. Teheran jest pięknym miastem – wspominała po latach. Wszyscy chcieli wiedzieć, jakie ma buty, jaką sukienkę, jaką bluzkę? Jak się nosi, czym pachnie? Gdzie kupuje i za ile? Mówili, że na ciuchy jeździła do Paryża. Ale ona wolała Wiedeń. - Wiedeń to piękne miasto, moje ulubione – opowiadała. - Byłam tam z teściami w latach 70., ale wszystko było dla mnie za drogie. Ciągle przeliczałam szylingi na złotówki, nie miałam odwagi wchodzić do sklepów. W kieszeni drobna suma, prezent od teściowej. Starczyłoby na kawę. Na szczęście oglądanie wystaw nic nie kosztowało. W torebce nosiłam bloczek i rysowałam, jak jest uszyta sukienka, garsonka czy garniturek, które mi się spodobały. W Polsce kupowałam materiał na metry i zanosiłam z rysunkiem do zakładu Elegancja w Katowicach. Pracowali tam wyśmienici krawcy. Znaliśmy kierownika. Patrzył na rysunek, robił wykroje i szył. Wąska spódnica, żakiecik, podwójna stebnówka - to nie był żaden problem. W sierpniu 1990 roku Ariadna Gierek zrealizowała jedno ze swoich największych marzeń. Przy Ceglanej otworzyła szpital okulistyczny, który od lat budowała. Bez pompy, bez ważnych gości. Rok po wolnych wyborach, wszystko jeszcze w ruchu. Kilka lat później Ceglana to już okulistyczny kombinat. Każdego dnia od 600 do ponad 800 pacjentów. Rekord - 999 osób. Co roku operowano tu 5,5-6 tys. zaćm (ponad 30 dziennie) i 6-7 tys. innych zabiegów, na ośmiu stanowiskach, w czterech salach operacyjnych. Ośmiu chirurgów, dwóch anestezjologów, norma dla lekarza - od pięciu do ośmiu zabiegów dziennie. Najlepsi - 11 operacji. W zamian za to 5200 zł pensji podstawowej plus 30 proc. premii, do tego 300 zł za doktorat, a na „karpia” i „zajączka” po 500 zł do ręki. Pacjenci też byli zadowoleni. - U mnie nikt nie czeka miesiącami na przyjęcie - mówiła prof. Gierek-Łapińska. - Przyjeżdża do kliniki i jest badany w tym samym dniu. A jeżeli się nie da zrobić wszystkich badań, może przenocować w szpitalnym hotelu za 40 zł. W 2007 r. wybuchła afera. Prof. Gierkową filmuje ekipa TVN-u. Lekarka była pod wpływem alkoholu. Z czasem straciła stanowisko dyrektora szpitala, odeszła na emeryturę. Przez wiele lat chorowała, opiekował się nią mąż Tadeusz Łapiński.

Dariusz Kortko, Judyta Watoła

Zdjęcie profilowe: Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta