prof. Stanisław Pasyk

prof. Stanisław Pasyk

Ur. 16.08.1931 Zm. 04.08.2020

Wspomnienie

Jeden z najbardziej zasłużonych lekarzy dla rozwoju kardiologii inwazyjnej w Polsce. Bez jego determinacji chorzy z zawałem serca jeszcze przez długie lata umieraliby w Polsce bez żadnej nadziei na pomoc. Początek lat 70. XX wieku. Nauka dopiero odkrywa, jak powstaje blaszka miażdżycowa. Cholesterol, który gromadzi się wewnątrz tętnic krystalizuje się, przyciąga wapń i twardnieje. Uformowana w ten sposób blaszka wybucha niczym wulkan, a wypchnięty na zewnątrz cholesterol przyciąga płytki krwi, tworząc zakrzep. Często jest na tyle duży, że zatyka naczynie krwionośne i dochodzi do zawału. Lekarze, głównie w Ameryce, próbują wprowadzać cewniki do naczyń krwionośnych i rozbijać zakrzepy. Gdy zrobią to szybko, do trzech godzin po zawale, serce może wyjść z tego bez szwanku. Kliniką Kardiologii Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu kieruje wtedy prof. Adam Wolański. Lwowiak, szwagier kardynała Macharskiego, wykształcony w Krakowie. Namawia rządzącego województwem katowickim generała Jerzego Ziętka, by w Zabrzu otworzyć nowoczesny Wojewódzki Ośrodek Kardiologii. Lekarze mogliby ratować życie zawałowcom. Szczęśliwie Ziętkowi nie trzeba dwa razy powtarzać: do szpitala przyjeżdżają pierwsze transporty z wyposażeniem pracowni hemodynamiki. Ale prof. Wolański nie zdąży nawet rozpakować skrzyń - umiera w sierpniu 1975 roku. Klinikę po zmarłym profesorze przejmuje doc. Stanisław Pasyk. Ma 44 lata, jest ambitny i przebojowy. Po medycynie w Krakowie i stażach na amerykańskim Harvardzie i Walter Reed Medical Center w Waszyngtonie. Specjalizuje się w leczeniu miażdżycy, zawału serca oraz nabytych wad krążenia. Potrafi zjednywać sobie partyjnych notabli. Zdzisławowi Grudniowi, I sekretarzowi Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach opowiada, jak podczas pobytu w Ameryce reanimował generała Dwighta Eisenhowera: - Robiłem mu defibrylację. Nagle Eisenhower otwiera oczy i mówi: Stan, mógłbyś mnie budzić bardziej delikatnie? Opowieść niedorzeczna, bo nikt nie dopuściłby jakiegoś stażysty z Polski do byłego prezydenta USA. Pezetpeerowscy notable słuchają jednak tych historii z otwartymi ustami. A ponieważ często chorują na serce, wierzą, że prędzej czy później znajdą się pod opieką Stanisława Pasyka. Tak wszystkie drzwi stają przed nim otworem. Zostaje dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii, w 1976 roku otwiera pierwszą na Śląsku pracownię hemodynamiki. Lekarze mogą odtąd oglądać na monitorze serce i naczynia krwionośne prześwietlone promieniami Roentgena. Widzą, gdzie znajduje się zakrzep i mogą działać. Wcześniej wydawało się, że tylko chirurg może naprawić serce, rozcinając pacjentowi mostek i wchodząc do klatki piersiowej. Teraz kardiolodzy potrafią udrożnić zatkane naczynie, a wielu pacjentów po zawale wychodzi szybko ze szpitala o własnych siłach. Rok później Stanisław Pasyk jest już konsultantem wojewódzkim w dziedzinie kardiologii. W 1985 roku docent Pasyk zostaje profesorem, ale nie zamierza osiąść na laurach. Dwa lata później udowadnia, że postęp w medycynie dokonuje się nie tylko przez odkrycia nowych leków, pionierskie operacje i ultranowoczesną aparaturę. Równie ważna jest organizacja leczenia. Zarządza, by pracownia hemodynamiki w jego szpitalu była czynna przez całą dobę i przyjmowała chorych z zawałem. Można im było natychmiast udrożnić zatkane tętnice i w ten sposób nie dopuścić do martwicy mięśnia sercowego, albo przynajmniej ją ograniczyć. Prof. Pasyk był jednym z pierwszych kardiologów na świecie, który zdecydował się na takie rozwiązanie. W tym samym czasie wprowadzono je jeszcze tylko w Toronto w Kanadzie i Tuluzie we Francji. W Polsce najbardziej uznane autorytety krytykują Pasyka. Uważają, że całodobowe dyżury to wymysł. Przełom przychodzi na początku XXI w. Zabrzańscy kardiolodzy zorganizowali wtedy kilka spotkań, podczas których zaprezentowali swoje wyniki. Okazało się, że śmiertelność w zawale w zabrzańskim ośrodku była trzykrotnie niższa niż w szpitalach, w których kardiolodzy inwazyjni nie dyżurowali całą dobę. 24-godzinne dyżury szybko zaczęto więc wprowadzać w całej Polsce. Dziś już nikt nie wyobraża sobie, by świeży zawał serca leczyć inaczej. Powstała gęsta sieć pracowni hemodynamiki, które są wykorzystywane także do leczenia chorych z ostrą niewydolnością serca. Inną wielką zasługą prof. Pasyka było sprowadzenie na Śląsk Zbigniewa Religi, który w 1985 roku przeprowadził w Zabrzu pierwszy w Polsce udany przeszczep serca, co dało impuls do dynamicznego rozwoju kardiochirurgii. Prof. Pasyk miał też ambicje polityczne, ale nie odniósł na tym polu sukcesów. Powtarzał, że zawsze był bezgranicznie oddany pacjentom i całe swoje życie poświęcił medycynie.

Dariusz Kortko

Zdjęcie profilowe: Agencja SE / East News