Tadeusz Komendant

Tadeusz Komendant

Ur. 1952-10-14 Zm. 2019-07-31

Wspomnienie

Tłumacz z francuskiego, eseista, krytyk literacki, uwielbiany wykładowca, popularyzator myśli Michela Foucaulta. Nauczył czytać pokolenia polonistów. Na status legendy polonistyki UW nie pracował w ogóle. On nią się stał, gdy tylko w 1982 r., jako 30-letni magister polonistyki i filozofii, został adiunktem w Zakładzie Poetyki i Teorii Literatury. Bo nie był tylko specjalistą od jambów, trochejów, synekdoch, Bachtina, Barthes’a, Łotmana. Był erudytą. Chyba tylko raz udało mi się przyłapać go na nieznajomości jakiegoś tekstu, ale tak mnie to zszokowało, że natychmiast zapomniałam, co to było. Na zajęcia z nim nie przychodziło się bez przeczytania zadanych lektur. Pasjonująco rozkładaliśmy z nim literackie i filozoficzne teksty na części pierwsze. Dopiero po dokonaniu ich kompletnej dekonstrukcji pomagał nam poskładać je w naszych głowach na nowo. To były już inne teksty. Po każdych ćwiczeniach inne, lepsze były nasze głowy. Niekiedy też testował na nas swoje przekłady. Pracował wtedy nad „Ja, Piotr Riviere, skorom już zaszlachtował moją matkę, moją siostrę i brata mojego...” Michela Foucaulta. Dopiero wtedy naprawdę zaczęłam poznawać inne, genialne teksty tego francuskiego myśliciela. Tadeusz Komendant nie tylko uczył i tłumaczył. Także pisał. Niewiele, ale świetnie. W eseistyce zawsze najbardziej interesowało go myślenie heretyckie, „na krawędzi”. Debiutował w 1973 r. szkicem o Rafale Wojaczku. Przyswoił polskiej kulturze m.in. „Historię oka” Georges'a Bataille'a, docenionego dopiero po śmierci pisarza i filozofa, prekursora postmodernizmu. Jego największą fascynacją była jednak twórczość Michela Foucaulta: przekładał jego fundamentalne dzieła i zarazem je komentował (m.in. w książce „Władze dyskursu. Michel Foucault w poszukiwaniu siebie”). Po 1989 r. miał krótki felietonistyczny flirt z popularnymi mediami. Nie szedł na skróty – wybrał rolę myśliciela samotnika publikującego głównie w miesięczniku „Twórczość”, gdzie był zastępcą redaktora naczelnego. Zmarł dzień przed odejściem na emeryturę.

Marta Bratkowska