Jan Kobuszewski

Jan Kobuszewski

Ur. 1934-04-19 Zm. 2019-09-28

Wspomnienie

Wybitny aktor komediowy i gigant polskiego kabaretu. Jego vis comica była jeszcze większa niż wzrost, uznawany w czasach jego młodości za niebotyczny. Zabawne, że Jan Kobuszewski nie wiedział, co odpowiedzieć, gdy w połowie lat 60. Edward Dziewoński zaproponował mu udział w kabarecie Dudek: – Uważałem, że się na tym nie znam, estrada to była dla mnie terra incognita. Dudek nie odpuszczał, dowiedziała się o tym moja żona, aktorka Hania Zembrzuska, i namówiła mnie, żebym spróbował. To spróbowałem. „Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom” – tak powiada, akcentując końcówki, majster hydraulik (Jan Kobuszewski) uczący praktykanta (Wiesław Gołas) postępowania z klientem (Wiesław Michnikowski). A w finale zastrzega: „To była taka scenka kabaretowa do śmiechu, bo wszystkie teraz lubią się pośmiać. Ale było, i koniec. A kto się teraz zacznie śmiać, ten dostanie w ryj”. Na co praktykant dodaje: „Wężykiem, wężykiem”. Bo właśnie wężykiem podkreśla podczas owej lekcji poglądowej każdy żart. Ten świetny skecz Stanisława Tyma z kabaretu Dudek zyskał dzięki aktorstwu. Zwłaszcza Kobuszewskiego. Śmieszy tu nawet sposób, w jaki Kobuszewski, siadając, zakłada nogę na nogę. To właśnie w Dudku Kobuszewski śpiewał słowami Andrzeja Bianusza do muzyki Stefana Rembowskiego: „Talentem nie byłem, nie trafiałem w sedno/ Ale jeszcze w szkole potrafiłem jedno.../ Zrobić małpę, zrobić świnię, zrobić osła/ Właśnie tak!/ Umiejętność ta latami we mnie rosła”. I jednocześnie, dzięki swej fenomenalnej mimice i gestykulacji, „robił” wymienione wyżej zwierzęta. Czyż dziś, w czasach korporacji, ta piosenka nie jest rażąco aktualna? W dzieciństwie Kobuszewski mieszkał na Saskiej Kępie. Kilometrami pływał wtedy w Wiśle i łowił ryby, marząc o byciu ichtiologiem. Został majsterkowiczem, bo ojciec powtarzał mu: „Janek, wszystko możesz zrobić, jeśli masz młotek i scyzoryk”. Zaczął kolekcjonować narzędzia, ponoć potrafił nawet zreperować samochód. Do warszawskiej PWST Kobuszewski dostał się za drugim podejściem. O pierwszym razie mówił: – Po prostu się nie przygotowałem. Musiałem przygotować dwa wiersze, fragment prozy i scenkę. A ja wziąłem sobie chyba najtrudniejsze fragmenty z literatury: rolę Papkina, wiersz Majakowskiego i „Stepy akermańskie”, a z prozy jakiś fragment Żeromskiego. To nie były rzeczy dla amatora. Podobno również mój niebotyczny wzrost [186 cm] przyczynił się do tego nieszczęścia. Szkołę teatralną ukończył w 1956 r., z wyróżnieniem. Jego żywiołem zawsze był teatr. Najpierw był aktorem dramatycznym, m.in. grając w Teatrze Narodowym (1964-69). Był Pelikanem w słynnych „Dziadach” (1967) i Mefistofelesem w „Kordianie” (1965) u Kazimierza Dejmka. Po jego tytułowej witkacowskiej roli w „Janie Macieju Karolu Wścieklicy” (1966) u Wandy Laskowskiej, krytyk Roman Szydłowski napisał: „Bohaterem spektaklu jest Jan Kobuszewski, znakomity w typie, ruchu, słowie. Łączył bezbłędnie realizm z groteską, był prawie Witosem, wierzchosławickim chłopem, który zostaje prezydentem, ale jednocześnie był czymś więcej, zagrał całą problematykę filozoficzną sztuki”. Do jego ról w tonacji serio trzeba jeszcze dołożyć Lucky’ego w „Czekając na Godota” Samuela Becketta w Teatrze Małym u Antoniego Libery (1991). Na repertuar komediowy Kobuszewski przekwalifikował się, trafiwszy w 1976 r. do Teatru Kwadrat kierowanego przez Dziewońskiego, gdzie występował do roku 2013. Gwoli ścisłości trzeba jednak dodać, że Papkina w „Zemście” (1962) zagrał już w Narodowym u Ewy Bonackiej. W Kwadracie był Rotmistrzem w „Damach i huzarach” Fredry (1977) i Wojewodą w „Rodzinie” Słonimskiego (1981), w obu przypadkach u Dziewońskiego, oraz Pantalonem w „Słudze dwóch panów” Goldoniego (1983). Jego komediowe emploi dobrze oddają też dwie inne role z Kwadratu: tytułowy „Czarujący łajdak” wg Pierre’a Chesnota (1985) we własnej reżyserii, gdzie zagrał mężczyznę związanego z dwiema żonami i z dwiema kochankami. I Elwood P. Dowd z „Mojego przyjaciela Harveya” wg Mary Chase (1995), o facecie, któremu zdaje się, że w życiu towarzyszy mu… gigantyczny królik. Wzrost, poza talentem, pomógł Kobuszewskiemu błysnąć w TVP. W latach 60., wspólnie z Janem Kociniakiem, prowadził tam program „Wielokropek”. Na zasadzie komicznego kontrastu: jeden wysoki i chudy, drugi niski i krępy. W latach 70. Kobuszewski został narratorem przewrotnych „Bajek dla dorosłych”. W finale zawsze wygłaszał morał, a potem żegnał się z sardonicznym uśmiechem: „Dobranoc państwu”. W „Bajkach dla dorosłych” tylko siedział w wygodnym fotelu. Za to w kabarecie Olgi Lipińskiej, od 1974 r. do wprowadzenia stanu wojennego, z powodzeniem grał ruchliwego i neurotycznego przewodniczącego Związku Zawodowego – pana Janka. Najmniej po drodze było Kobuszewskiemu z filmem. Agnieszka Osiecka nazywała go „zmarnowanym Chaplinem polskiego kina". Jego stosunek do filmu oddaje odpowiedź, jakiej udzielał Stanisławowi Barei, gdy ten proponował mu duże role: – Dobrze, Stasiu, zawsze u ciebie zagram, ale nie dłużej niż dwa, trzy dni zdjęciowe. Sporą rolę filmową zaakceptował właściwie tylko raz: to fajtłapowaty fotograf z redakcji „Echa” w serialu „Barbara i Jan” (1964) Hieronima Przybyła i Jerzego Ziarnika. Parę jego filmowych epizodów zostało mi jednak w głowie: kochanek Kaliny Jędrusik w hotelu robotniczym w „Ewa chce spać” Tadeusza Chmielewskiego (1957), dystrybutor filmowy z Ameryki Południowej, którego odwiedza polski reżyser (Jan Machulski) w „Pogoni za Adamem” Jerzego Zarzyckiego (1970), czy tajniak Mańkowski w „Hallo Szpicbródka” Janusza Rzeszewskiego (1978). Kobuszewski udzielił przesadnie stonowanego wywiadu rzeki „Patrzę w przyszłość (i przeszłość) z uśmiechem i radością” (2008). Był też bohaterem dokumentu „Nasz pan Janek” (1998).

Jacek Szczerba