18 stycznia 2026 roku mija 20. rocznica śmierci księdza Jana Twardowskiego. Zmarł wieczorem 18 stycznia 2006 roku w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha w Warszawie, otoczony ludźmi, którzy go kochali. Poetka Krystyna Gucewicz wspominała, że do sali, w której leżał, zaczęli schodzić się przyjaciele, znajomi, a także inni pacjenci. Trzeba było dostawiać ławki z korytarza. Choć ksiądz chorował od dłuższego czasu i miał 90 lat, jego przyjaciele wierzyli, że pozostanie z nimi dłużej.
Warszawiak, żołnierz, kapłan
Jan Twardowski urodził się 1 czerwca 1915 roku w Warszawie. W 1936 r. zdał maturę, a rok później rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym roku ukazał się jego debiutancki tomik "Powrót Andersena". W czasie okupacji był żołnierzem AK, uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Wojenne przeżycia sprawiły, że w 1943 roku postanowił zostać księdzem. Do seminarium wstąpił w marcu 1945 roku, jeszcze podczas okupacji niemieckiej. Święcenia kapłańskie przyjął w 1948 roku, w tym samym roku uzyskał także magisterium z polonistyki.
Przez kilka lat był wikarym w Pruszkowie, uczył religii w szkole specjalnej, a od 1959 roku aż do emerytury był rektorem kościoła sióstr wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Mieszkał w drewnianej kapelanii w głębi klasztornego ogrodu. Zajmował dwa skromne pokoiki wypełnione pamiątkami, zegarami z kukułką, figurkami aniołów, osiołków i ptaków. Codziennie o 15:00 siadał w przedsionku zakrystii i czekał na tych, którzy chcieli z nim porozmawiać.
Ksiądz Jan Twardowski nie miał telefonu ani komputera. Wiersze pisał ręcznie, na zwykłych kartkach.
Ksiądz poeta
Pierwszy powojenny tomik ukazał się w 1959 roku, ale dopiero "Znaki ufności" z 1970 roku przybliżyły jego twórczość czytelnikom. W sumie wydał ponad 50 książek. Pisał prosto, bez patosu, z humorem, nawet gdy pisał o Bogu. To on napisał:
Pan Bóg wynalazł humor, by ocalić czułość.
Miał ogromne poczucie humoru i duży dystans do rzeczywistości. Wciąż przy okazji świąt przytacza się jego słowa – fragment wiersza opublikowany w jednej z gazet jako życzenia świąteczne.
Szczęścia, zdrowia i karetki pogotowia, aby zdążyła.
Kochał przyrodę, zachwycał się światem jak dziecko. W jego poezji pojawiają się "pasikonik jak szmaragd", "koliber lecący tyłem", "orzeszki buku, co pękają tylko na czworo" i "słoń wstydzący się umierać".
To on przypominał:
W życiu najważniejsze jest samo życie. A zaraz potem miłość (...)
Do historii literatury przeszły słowa z wiersza dedykowanego Annie Kamieńskiej, cierpiącej po śmierci męża: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą".
Ksiądz spotykał te słowa w nekrologach, często bez swojego nazwiska. "I tak się cieszę, bo najważniejsze jest to, co napisałem, a nie, że to ja napisałem" – mówił. Tłumaczył, że ten pośpiech w okazywaniu uczuć jest ważny nie tylko z powodu śmierci. Jest ważny, bo żyjąc w pośpiechu, nie dość kochamy, nie dajemy odczuć bliskiej osobie, że jest wyjątkowa. "Kochamy wciąż za mało i stale za późno" – pisał.
Fot. Marzena Hmielewicz/Agencja Wyborcza.plKsiądz Jan Twardowski w oczach innych
Krzysztof Zanussi powiedział o nim: "Umiał łączyć prostotę z wyrafinowaniem. To poezja wysokiego lotu, bezpretensjonalna, a jednocześnie głęboka".
O tej prostocie mówi także Mieczysław Szcześniak. Wiersze księdza Jana Twardowskiego są tekstami piosenek na płycie "Nierówni". "Wiersze Twardowskiego mają niezwykłą lekkość. Jeżeli to prawda, że sztuka dąży do punktu; do opowiedzenia najprościej najbardziej esencjonalnych rzeczy, to owocem takiego »zajścia« zwykle jest lekkość. Która bywa szalenie wypracowana. Jeśli chodzi o lekkość Twardowskiego, ustawiłbym go w pierwszeństwie do Nobla".
Ostatni wiersz
Swój ostatni wiersz napisał w dniu śmierci, dyktując go przez pięć godzin:
Jezu, ufam Tobie
Zamiast śmierci
racz z uśmiechem przyjąć Panie
pod Twe stopy
życie moje
jak różaniec
Anna Gorczyca