Morze życia, czyli prawosławny pogrzeb
Obrzęd pogrzebowy w Kościele prawosławnym jest bardzo symboliczny. To przejście do wieczności - triumfalne opuszczenie świata żywych i rozpoczęcie życia w Królestwie Bożym.
Obrzęd pogrzebowy w Kościele prawosławnym jest bardzo symboliczny. To przejście do wieczności - triumfalne opuszczenie świata żywych i rozpoczęcie życia w Królestwie Bożym.

Człowiek nie umiera. Zatrzymanie pracy serca to moment odejścia (cs. uhoda) z tego świata. I – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie jest to wydarzenie smutne.
– Dusza przechodzi do życia wiecznego – mówi ks. prot. Michał Czykwin z Parafii Św. Jana Teologa w Białymstoku. – To przejście do lepszego życia, pokonanie śmierci. Sam obrządek to duchowa radość. Batiuszka ubrany jest w białe szaty (red. radosne, używane również w okresie wielkanocnym). Cerkiew pochyla się jednak również nad ludzkim cierpieniem. Mówi o nadgrobnej rozpaczy osób, które zostają na ziemi.
Sensem chrześcijaństwa jest zmartwychwstanie. Śmierć to zakończenie jednego etapu życia i rozpoczęcie drugiego, lepszego. Pogrzeb to przygotowanie duszy do życia wiecznego.
Lata 80., podlaska wieś. Tuż po wydaniu ostatniego tchu przez umierającego rozpoczynał się cały rytuał pogrzebowy. Obmyte ciało kładziono do wyświęconej trumny. Ta stawiana była w rogu pokoju, pod ikonami, często ozdobionymi ręcznikami. Ręcznikami obrzędowymi, czyli pięknie wyszywanymi płótnami.
– Ręczniki obrzędowe towarzyszyły ludziom przez całe życie – mówi Alina Dębowska-Jankiewicz, etnografka, animatorka kultury i rękodzielniczka. – Nie tylko ozdabiały ikony w domach, ale też wieszane były na cmentarnych krzyżach. Inne przygotowywano z okazji urodzin, inne przekazywano w posagu. Wyszywano także ręczniki pogrzebowe. Ich przeznaczenie było różne w zależności od czasu i regionu. Niesiono na nich trumnę, zakopywano w grobie, ale też zabierano do domu. Nawet wiązanie takiego ręcznika na krzyżu miało swoje znaczenie. Co ciekawe, zauważyliśmy tu podobieństwa z kulturą japońską.
Na pogrzeb przyjeżdżała rodzina, znajomi, sąsiedzi. Przychodzili też piewczy, czyli osoby ze wsi śpiewające w cerkiewnym chórze. Towarzyszyli zmarłemu przez całą noc, wyśpiewując psalmy, prosząc o przebaczenie i zbawienie. Wieczorem przyjeżdżał też batiuszka, czyli prawosławny ksiądz, i odprawiał panichidę. Wracał następnego dnia rano. Modlił się przed domem, z którego wynoszona była trumna ze zmarłym. Było to ostatnie pożegnanie – po zamknięciu wieka orszak udawał się na cmentarz, gdzie następowało pogrzebanie. Jeśli po drodze mijano przydrożny krzyż, modlono się przy nim o duszę nowopredstawolonoho (czyli nowo przedstawionego Bogu) oraz osoby, którą ten krzyż upamiętniał.
W prawosławiu nie występowały płaczki, jednak mocne i głośne opłakiwanie zmarłego było nierozłącznym elementem pogrzebu. Szczególnie kobiety z najbliższej rodziny dawały upust emocjom, czasami nawet płacząc na pokaz. To jednak już przeszłość.
Prawosławie się zmienia. Mimo dość rygorystycznego podejścia do doktryny cerkiew przystosowuje się do dzisiejszych czasów. Nie ma już całonocnego czuwania, a pogrzeb częściowo odbywa się w domu pogrzebowym. To właśnie tam trafia ciało zmarłego i tam odprawiana jest pierwsza część rytuału pogrzebowego. To tzw. panichida, która jest odpowiednikiem łacińskiego requiem. Jest to obrzęd rozłączenia duszy i ciała. Batiuszka i towarzyszący mu chórzyści śpiewają psalmy oraz modlitwy o przebaczenie grzechów zmarłego. Proszą Boga o wieczny spokój.
Widząc morze życia wzdymane napaści burzą, do cichej przybiegam Twej przystani, wołając: Podnieś ze zniszczenia moje życie, wielce miłosierny. Usta moje milkną i język nie mówi, ale serce głosi, ogień bowiem skruszenia pożera je, wewnątrz rozpala się i głosem niewypowiedzianym przyzywa Ciebie, Dziewico.
Wszystkie modlitwy odbywają się w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. Coraz mniej młodych wiernych go rozumie (i nie stara się zrozumieć), dlatego batiuszkowie przemawiają w języku polskim, tłumaczą treść modlitw, a nieraz odmawiają Otcze Nasz właśnie po polsku. Zazwyczaj podczas trwania panichidy zapalane są świece, chociaż odchodzi się i od tego zwyczaju. Mają one kształt cienkich patyczków. Wykonane są z wosku pszczelego i pięknie pachną miodem. Są symbolem modlitwy i pocieszenia. To wciąż nieodłączny element każdej służby w cerkwi (mszy).
Dla prawosławnych wieczorna modlitwa jest szczególnie ważna. Dusza człowieka wciąż przebywa blisko ciała – odwiedza znane miejsca, bliskie osoby, będzie też następnego dnia rano podczas swojego pogrzebu. "Widzi" opłakujących i żegna się z nimi. Będzie to robiła przez kolejnych 40 dni – w odróżnieniu od kościoła katolickiego to właśnie po tym okresie opuści ziemię.
Z domu pogrzebowego wierni udają się do świątyni. Przewieziona zostaje tam też trumna. Zmarły leży nogami w stronę carskich wrót, czyli ikonostasu. Odprawiona jest liturgia, a po niej otpiewanije – ostatnie pożegnanie. Kapłan odczytuje modlitwę o wybaczenie grzechów. Kartkę z jej treścią wkłada później do trumny. Czyta też modlitwę, jakby przemawiał sam zmarły:
Bracia, przyjaciele, znajomi! Widząc, jak leżę milczący, bez oddechu, płaczcie o mnie. (…) Wy wszyscy, którzy mnie kochaliście! Podejdźcie, oddajcie mi ostatni pocałunek. (…) Proszę wszystkich: stale módlcie się za mnie do Chrystusa Boga (…)
Punktem kulminacyjnym otpiewanija jest pieśń Wiecznaja pamiat’, oznaczająca "wieczną pamięć" czy, jak w kościele katolickim, wieczny odpoczynek. To właśnie w tym momencie emocje żałobników są największe – płaczą, bo wiedzą, że to koniec. Zgodnie z doktryną to właśnie w tym momencie zmarły połączył się ze świętymi i jest godny, aby wśród nich przebywać.
Żałobnicy podchodzą do trumny, całują zmarłego (lub ikonę, którą trzyma w rękach). Po zamknięciu wieka trumny kondukt udaje się na cmentarz, gdzie po odśpiewaniu krótkiej modlitwy batiuszka łopatą kreśli znak krzyża na grobie i wysypuje popiół z kadzielnicy (ta używana jest przez cały czas trwania pogrzebu – symbolizuje unoszące się do Boga modlitwy).
W tradycji prawosławnej równie ważne co pogrzeb są msze w 9. i 40. dniu po śmierci. W tym czasie, podczas każdej liturgii, wspominane są imiona zmarłych. Kolejne przypomnienie przypada w rocznicę śmierci.
Pogrzeby w prawosławiu nie zawsze wyglądają tak samo. Inaczej chowa się osobę świecką, inaczej duchowną (kapłana i biskupa lub zakonnika), a jeszcze inaczej dziecko. Piątym rodzajem obrzędu jest pochówek osób zmarłych w okresie Wielkiej Paschy.
– Sens pochówku jest taki sam. Osoby duchowne mają rozbudowaną mszę, bo powiązane jest to ze stanem kapłańskim – tłumaczy ks. prot. Michał Czykwin. – To oddanie hołdu i czci temu, co czynili za życia, czyli sprawowaniu Eucharystii.
Skrócona msza odprawiana jest w przypadku najmłodszych. Dzieci to anioły. Nie mają grzechu. Podczas otpiewanija pominięta jest modlitwa o ich odpuszczenie, ale prosi się o dostąpienie przez nich Królestwa Niebieskiego. Taki przywilej dotyczy wyłącznie dzieci poniżej 7 lat.
Przy cerkwiach często można spotkać krzyże, a nawet pomniki. To nie przypadek – wokół świątyń chowani byli kapłani, matuszki (czyli żony prawosławnych księży) czy osoby zasłużone. W Polsce najczęściej spoczywali na placu obok świątyni, a nie na cmentarzu. W innych krajach zaś prawosławny pochówek kapłanów odbywa się również w kryptach, czyli… pod podłogą cerkwi. Tak jest m.in. w Serbii czy Grecji.
– Pochówki obok cerkwi to lokalna tradycja. Dziś zdarza się to rzadziej ze względu na przepisy, chociaż nie jest niemożliwe – mówi ks. prot. Michał Czykwin. – Tradycyjnym miejscem pochówku jest jednak cmentarz.
Ceremonia pogrzebowa to nie koniec. To początek nowego życia – u boku świętych dla zmarłego i nieustannej modlitwy dla jego rodziny.
Małgorzata Bazyluk