Wstecz

Powstanie warszawskie. Ostatnie chwile przed zrywem

Samodzielna walka z Niemcami bohaterskiej, ale słabo uzbrojonej podziemnej armii byłaby dla Polaków wielkim ryzykiem. Taka akcja powstańcza musiała być uzależniona od natarcia Armii Czerwonej. Sprawa nie była jednak prosta - Armia Czerwona nie uznawała AK za wojsko sojusznicze.

Nowa książka Muzeum Powstania Warszawskiego i wydawnictwa W.A.B.:'Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944'.
Materiał promocyjny wydawcy

Powiązane artykuły

Fragment książki „Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944" napisanej pod redakcją Andrzeja Zawistowskiego, a wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego i Wydawnictwo WAB.

Po podjęciu decyzji o zorganizowaniu powstania w Warszawie przyszedł czas na wyznaczenie momentu jego wybuchu. Musiał on uwzględniać natarcie Armii Czerwonej na Niemców. Armia Krajowa do boju miała ruszyć wtedy, gdy Sowieci zaczną wkraczać do Warszawy. Miasto było przecież pełne niemieckiego wojska. Znajdowało się tam około 20 tys. żołnierzy Wehrmachtu, SS, formacji policyjnych oraz oddziałów kolaboracyjnych, gotowych do walki w każdej chwili. Byli oni znakomicie wyposażeni, wyszkoleni i zaprawieni w boju. Wielokrotnie więcej Niemców stacjonowało wokół Warszawy, która znalazła się na linii frontu. Wydarcie polskiej stolicy z rąk niemieckich oznaczałoby wyłom w ich linii obrony - na to Niemcy nie mogli sobie pozwolić. Samodzielna walka z Niemcami bohaterskiej, ale słabo uzbrojonej podziemnej armii byłaby dla Polaków wielkim ryzykiem. Taka akcja powstańcza musiała być uzależniona od natarcia Armii Czerwonej.

Sprawa nie była jednak prosta - Armia Czerwona nie uznawała AK za wojsko sojusznicze. Nie było więc żadnej współpracy pomiędzy sztabami sowieckim i polskim. Polakom pozostawało jedynie obserwowanie ruchów Armii Czerwonej, którą na tym odcinku frontu dowodził marszałek Konstanty Rokossowski. Towarzyszyła temu obawa przed uderzeniem przedwczesnym (umożliwiającym Sowietom wstrzymanie ataku na siły niemieckie) lub spóźnionym (niepozwalającym Polskiemu Państwu Podziemnemu objąć władzy w stolicy).

Od momentu zakomunikowania Londynowi gotowości do podjęcia walki Komenda Główna AK spotykała się dwa razy dziennie na odprawach. W spotkaniach brał też udział Delegat Rządu na Kraj i wicepremier Jan Stanisław Jankowski. Konsultowano się również z przewodniczącym Rady Jedności Narodowej Kazimierzem Pużakiem „Bazylim". W tym gronie miała zapaść decyzja o walce.

W drugiej połowie lipca 1944 roku Warszawa stała się miastem przyfrontowym. Coraz wyraźniej słychać było huk dział. Głównymi ulicami przemieszczały się oddziały Wehrmachtu wycofujące się ze wschodu. Widok brudnych, obdartych, poranionych żołnierzy sprawiał satysfakcję warszawiakom. Na taki moment mieszkańcy stolicy czekali od września 1939 roku. W panice z miasta wyjeżdżali niemieccy urzędnicy, wywożąc zagrabiony majątek. Uciekł nawet Ludwig Fischer - gubernator warszawskiego dystryktu Generalnego Gubernatorstwa. Wydawało się, że kres panowania Niemców w Warszawie jest bliski.

Po 25 lipca sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Oddziały niemieckie tym razem szły w przeciwnym kierunku - z zachodu na wschód. Nie byli to już uciekający przegrani, ale świetnie zaopatrzeni i wypoczęci żołnierze. W przedostatni dzień lipca przez Warszawę przejechała elitarna 1 Dywizja Pancerno-Spadochronowa ,,Hermann Goring". 27 lipca Hitler ogłosił Warszawę miastem twierdzą. Wezwał też do Wilczego Szańca Generalleutnanta Reinera Stahela - byłego dowódcę garnizonu w Rzymie, niedawno dowodzącego niemiecką obroną Wilna. Udekorował go najwyższym odznaczeniem wojskowym III Rzeszy- Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu i Mieczami, mianował dowódcą garnizonu w Warszawie i nakazał przygotowanie miasta do obrony przed atakiem Armii Czerwonej.

Książka 'Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944'. Materiał promocyjny wydawcy

W ślad za oddziałami Wehrmachtu do Warszawy zaczęli wracać niektórzy niemieccy urzędnicy, w tym Ludwig Fischer. Miasto miało stać się twierdzą, która zatrzyma sowieckie natarcie. 27 lipca Fischer ogłosił, że następnego dnia rano 100 tys. warszawiaków powinno stawić się do prac fortyfikacyjnych. Nad miastem latały sowieckie samoloty, które bombardowały niemieckie pozycje. W tym samym czasie nieopodal - w okolicach Radzymina i Wołomina - trwała zaciekła niemiecko-sowiecka bitwa pancerna. Osłabiła ona impet natarcia Armii Czerwonej, ale wciąż nie było wiadomo, jak ostatecznie potoczą się walki o stolicę Polski.

W tej sytuacji dowódca Okręgu Warszawa AK pułkownik Antoni Chruściel ,,Monter" 27 lipca wydał rozkaz o mobilizacji żołnierzy AK. Polecenie dotyczące wybuchu Powstania jednak nie padło i po południu 28 lipca alarm został odwołany. Moment walki jeszcze nie nadszedł.

Mimo niemieckich nakazów Polacy nie stawili się do prac fortyfikacyjnych, co mogło doprowadzić do represji ze strony okupanta. Niemcy tymczasem minowali mosty i umacniali nadrzeczne przyczółki. Przy użyciu antybolszewickiej propagandy starali się nakłonić Polaków do wspólnej walki przeciwko Sowietom. Bezskutecznie.

Na nadchodzące dni mieszkańcy Warszawy czekali z niepewnością. Z jednej strony wyczuwalne było napięcie, chęć walki, wzięcia odwetu na okupancie za pięć lat prześladowań i upokorzeń. Z drugiej strony obawiano się, co przyniosą starcia. Ludzie robili zapasy żywności, której ceny gwałtownie rosły. Czuć było, że przełom jest blisko. W niedzielę 30 lipca na ulicach miasta pojawili się gazeciarze, którzy już niemal jawnie sprzedawali konspiracyjną prasę. Dzień wcześniej radio Moskwa, czyli oficjalna rozgłośnia radiowa Związku Sowieckiego, nadało apel do warszawiaków, wzywając ich do powstania. W niedzielę podobny apel powtarzała kolejna sowiecka radiostacja - Kościuszko: Ludu Warszawy! Do broni! (... ) Uderzcie na Niemców. Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Polska Partia Robotnicza przygotowywała się do walki w momencie wejścia Armii Czerwonej do miasta. Dla AK było to zaskoczenie, gdyż do tej pory komuniści nie przejawiali chęci do boju o Warszawę. Później okazało się, że była to pułapka zastawiona przez Stalina.

W tym samym czasie nie ustawały spotkania przedstawicieli Komendy Głównej AK. Głównym ich celem było podjęcie decyzji o momencie rozpoczęcia Powstania. Zbierano i analizowano informacje. Do generała ,,Bora" dotarl ,, Jan Nowak" (wlaśc. Zdzisław Jeziorański) - kurier od władz polskich w Londynie. Nie przyniósł dobrych wieści - powiadomił dowódcę AK, że na konkretną pomoc z Zachodu nie ma co liczyć. Było to potwierdzenie wiadomości, które wcześniej docierały z Wielkiej Brytanii drogą radiową.

29 lipca do Warszawy z Londynu przyszła depesza. Informowano w niej, że premier Mikołajczyk jest w drodze do Moskwy, jednocześnie upoważniono generała ,,Bora" do rozpoczęcia Powstania bez konsultacji z Rządem RP na Uchodźstwie. Dramatyzm sytuacji był spotęgowany tym, że w momencie podejmowania jednej z najważniejszych decyzji przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego mieli utrudniony kontakt z władzami na emigracji. Mikołajczyk zmierzał do Moskwy, a Naczelny Wódz przebywał we Włoszech na inspekcji polskich oddziałów. Krajowa konspiracja musiala radzic sobie sama.

Rankiem 31 lipca oficerowie Komendy Głównej AK, którzy spotkali się na codziennej odprawie, nie zdecydowali się na rozpoczęcie Powstania. Kolejna dyskusja na ten temat miała odbyć się pod wieczór. Jednak około godziny 16.30 do generała ,,Bora", który przebywał w mieszkaniu przy ul. Pańskiej 67, czyli w zakonspirowanym lokalu dowódcy AK, przybył pułkownik ,,Monter". Dowódcy AK towarzyszyli generałowie Okulicki i Pełczyński. Pułkownik ,,Monter" przekazał informację, że na przedmieściu Warszawy widziano sowieckie czołgi. Stwierdził, że walka powinna rozpocząć się natychmiast, bo potem będzie za późno. Warto przypomnieć, że trzy dni wcześniej najpierw ogłoszono alarm, a później go odwołano. Ponowny falstart mógłby fatalnie wpłynąć na morale akowców.

Na odprawę zaproszono więc wicepremiera Jankowskiego, który wkrótce pojawił się na miejscu. Choć na spotkanie nie dotarli jeszcze wszyscy - zwłaszcza oficerowie sceptycznie nastawieni do wczesnego terminu rozpoczęcia walk - a informacja „Montera" nie została potwierdzona, generał ,,Bór" oraz wicepremier Jankowski postanowili: następnego dnia, 1 sierpnia 1944 roku Warszawa stanie do walki.

„Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944"; praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Zawistowskiego; Muzeum Powstania Warszawskiego/Wydawnictwo W.A.B.; Warszawa 2022.