Tomasz Łopuszyński

Tomasz Łopuszyński

Ur. 26.04.1950 Zm. 04.05.2022

Wspomnienie

Leciuteńko na paluszkach Szczotkujemy wycieramy Buty nasze twarze nasze Żeby śladów nie zostawić Żeby śladów nie zostało Piwnica pod Baranami Ponoć czas goi rany i zaciera to co minęło. Nie do końca jest to prawda, bo trudno jest zebrać myśli i pisać o KIMŚ w czasie przeszłym, z kim jeszcze tak niedawno się gwarzyło, żartowało, wymieniało informacje o planach wakacyjnych czy przeczytanych książkach. Pisać w czasie przeszłym? To nieprawdopodobne. A jednak. 4 maja 2022 roku, w wieku 72 lat, odszedł od nas na zawsze Tomek Łopuszyński najukochańszy Mąż, Ojciec, serdeczny Przyjaciel, Kolega i Druh. Człowiek pełen ciepła, bezinteresownej życzliwości i szacunku dla każdego. Człowiek wielkiego serca, kochający ludzi i zawsze gotowy nieść pomoc innym. Potrafił rozmawiać z każdym, co raczej trudne jest w dzisiejszych czasach. Nawet, gdy gdzieś się spieszył, a spotkał cię na ulicy, to zatrzymywał się nawet na minutkę, aby zamienić chociaż dwa słowa. Gdy teraz rozmawiamy w gronie znajomych często słyszymy: A wiesz miałam/miałem wczoraj w tej sprawie zadzwonić do Pana Tomka, do Tomka, do Łopucha. I nagle robi się cisza. Bo do kogo mamy zadzwonić, gdy Tomka nie ma już wśród nas. A kto teraz do nas zadzwoni z tradycyjnym pytaniem: u Ciebie, u Was wszystko w porządku bo u... i tu padały imiona... wszystko jest dobrze. I prędko dodawał: u Nas też wszystko jest w porządku. Odszedł i pozostawił po sobie jakąś ogromnie niewymowną pustkę. Tomasz ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, i chociaż historia była jego wielką pasją i potrafił o niej mówić godzinami, i czytał wszystko co wpadło mu w ręce – to nie związał się z nią zawodowo. Ale od zawsze musiał działać. Być aktywnym. Taką miał naturę. I tak w czasie studiów funkcjonował w Zrzeszeniu Studentów Polskich, a już po studiach. Po wojsku, po tzw. „SOR-bonie” zaczął pracować tam, gdzie dodatkowo mógł jeszcze coś robić dla innych Pracował tam, gdzie też mógł wykorzystać swoją historyczną wiedzę m.in. w Krajowej Agencji Wydawniczej. I zawsze i od zawsze był też tam, gdzie w Krakowie działo się coś związanego z miastem i turystyką. Pracował przecież w biurze turystycznym Chopok, pracował w PZMot., współpracował z Krakowską Izbą Turystyki, z Polską Izbą Turystyki i tak można by wymieniać wiele, wiele firm, bo Tomek po prostu kochał Kraków, w którym mieszkał od urodzenia i chciał, aby to miasto było, żyło i było piękne, przyjazne mieszkańcom a także turystom. Kochał nie tylko Kraków. Kochał też wypady za miasto, a Jego maile zachęcające nas – Jego przyjaciół i znajomych – do tychże wspólnych spacerów zaczynały się zwykle tak: Kochane zmęczone, ludzie... i tutaj padała propozycja wyjazdu, a to w pobliskie dolinki, a to w Gorce, czasami w Tatry, a czasami to tylko na grzyby. Narty – to kolejna pasja naszego „Łopuszka” (bo tak Go nazywaliśmy między sobą). Śmigał na nich jak tylko czas mu pozwalał. Ale nade wszystko kochał kajaki. Czarna Hańcza, jeziora mazurskie to było to. Doskonale wiedział jak się przygotowywać do tych wypraw i dlatego zawsze miał grono stałych uczestników. A na Mazurach i Suwalszczyźnie tak od jeziora Wigry i Starego Folwarku przez Puszczę Augustowską , przez Maćkową Rudę, Wysoki Most, Studzienny Las, Frącki, Dworczysko do Rygola, aż po Kanał Augustowski i Augustów znali Go doskonale właściciele kampingów i stanic. Jakież będzie ich zdziwienie w tym roku, gdy „Komandor Tomasz” do nich już nie zadzwoni. Nie zorganizuje kolejnego spływu. Z kolei, gdy w ciągu roku dzwoniło się do niego to na pytanie: Tomku co teraz robisz? Zwykle odpowiadał: – Czytam sobie. I czytał, czytał, czytał. W Jego i Wiesi domu książki były wszędzie. Na półkach brakowało miejsca, więc książki piętrzyły się w pokojach. Zwykł mawiać: O, to mam jeszcze do przeczytania. I uśmiechał się szelmowsko. Wkrótce tymi książkami zaczął się dzielić z innymi. Zawoził je najczęściej do szkoły prowadzonej przez księży Jezuitów w Mysłowicach. Tomku to nie tak miało być... Może tam – po drugiej stronie tęczy – jest Ci lepiej, lżej bo bez bólu, ale nam tutaj jest bardzo, bardzo źle. Bo kto nas teraz zatrzyma w biegu? Kto zapyta dokąd tak gnacie? A jednak? Rozdział zamknięty. Czasu nie zawrócimy... Gdyby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać byłbyś Tomku nadal z nami, a tak... Kazek Pająk żegna Tomka Szanowni Państwo, kochana Rodzino, drodzy znajomi Spotkaliśmy się, aby pożegnać naszego serdecznego Przyjaciela i kolegę Tomasza Łopuszyńskiego. Śmierć Tomka jest bólem dla nas wszystkich. Trudno zacząć, choć chciałoby się powiedzieć bardzo wiele, to brakuje jednak słów – żadne z nich nie wyrazi bólu jaki w nas pozostaje po tej stracie. Chcemy oddać również Tomkowi hołd za wszystko, czego dokonał w swoim życiu i przypomnieć wszystkim, czym nas naprawdę obdarował. Znaliśmy się od ponad 50 lat. Nasza przyjaźń pamięta jeszcze czasy studiów. Już w ten czas, jako rodowity Krakus, dał się nam poznać jako serdeczny przyjaciel – tych z akademika – naszego Żaczka. Był jego częstym gościem. Został potem honorowym mieszkańcem Domu Studenckiego Żaczek. Był Człowiekiem niezwykłym, a Jego niezwykłość przejawiała się każdego dnia w drobnych gestach. Bardzo chętnie pomagał potrzebującym, miał ogromne poczucie humoru, a swoim pozytywnym usposobieniem dodawał otuchy i sprawiał, że zły dzień stawał się dla każdego z nas lepszy. Odczuwaliśmy to w czasie studiów, na każdym kroku. Twoja wrażliwość, elegancja, takt przysparzały Ci ogrom naszej sympatii. Byłeś animatorem wielu ciekawych wydarzeń. Dbałeś o integrację naszego roku nawet po zakończeniu studiów. Dziękujemy Tomku za te co 5 lat odbywane spotkania, teraz już kolejne ze szczególnie ciepłym wspomnieniem o Tobie. Byłeś zawsze zaangażowany, ambitny i pełen energii do działania. Trwały ślad pozostawiłeś w życiu uczelni i braci studenckiej działając w Zrzeszeniu Studentów Polskich – Radzie Wydziałowej i Uczelnianej. Za to obecni tutaj koleżanki i koledzy z ruchu studenckiego serdecznie Tobie dziękują. Trudno jest mówić o kimś z kim jeszcze nie tak dawno się gwarzyło, żartowało, wymieniało informacje o planach, o życiu. Odszedł nasz Przyjaciel, Kolega. Pozostawił po sobie niewyobrażalną pustkę. Tomku! Kto teraz zadzwoni z pytaniem co u Was, co u Ciebie, czy wszystko w porządku. Tego Twojego Allo... i tych cudownych pogaduszek z ogromem serdeczności będzie nam brakowało. Kochałeś Kraków. Pięknie o swoim mieście opowiadałeś i równie pięknie nam go pokazywałeś. Kochałeś wypady za miasto i na hasło Kochane turystycznie zaniedbane ludzie wysyłane przez Ciebie ruszaliśmy z Tobą w nieznane. Rozkochałeś nas w turystyce. Żyłeś nią i wiele dla niej zrobiłeś. O tym tak pięknie w nekrologu wspomina Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski. Jak tu również nie wspomnieć Twojej miłości do kajaków. Tomku!! Wigier i Czarnej Hańczy z Tobą nigdy nie zapomnę. Planowaliśmy na sierpień kolejny spływ, ale Ty już będziesz płynął po niebiańskich szlakach. Dziękujemy Ci za te piękne chwile „Nasz Komandorze”. Nade wszystko kochałeś książki i historię. Cudownie o książkach i historii się z Tobą gwarzyło. Kochałeś życie i cały świat. Miałeś wielkie serce. Zawsze mogliśmy na Ciebie liczyć i nigdy nas nie zawiodłeś. Wielu z nas zawdzięcza Tobie swoje osiągnięcia i sukcesy. Tomku to nie tak miało być, za szybko Przyjacielu... Może tam po drugiej stronie tęczy jest Ci lżej, bo bez bólu, ale nam tutaj jest bardzo,bardzo smutno i źle Kochana Wiesiu, dziękujemy Tobie za Tomka. W Twoim ogromnym smutku mocno Cię przytulamy. Na nas i na nasze wsparcie możesz zawsze liczyć. Składamy Tobie, Ani i całej Rodzinie wyrazy współczucia. A Tobie Tomku jeszcze raz dziękujemy za wszystkie wspólnie spędzone cudowne lata, za Twoją serdeczność, życzliwość, uśmiech, za każde Twoje ciepłe słowo. Tomku byłeś naprawdę dobrym Człowiekiem Żegnaj Przyjacielu! Zawsze będziemy Cię pamiętać Kochany Łopuszku! Drogi Tomku, Pamiętam kiedy Cię poznałam, byłeś maturzystą, 7 lat młodszym od Andrzeja, Twojego brata, który był wtedy moim narzeczonym. Młody chłopiec, przystojny, wysoki, pełen życia i energii, z poczuciem humoru i optymistycznym spojrzeniem na świat. Takim zawsze będę Cię pamiętać. Zanim wyjechaliśmy za granicę przez 13 lata byłeś nam bardzo bliski, pamiętam nasze rodzinne, niedzielne spotkania na Smoleńsk, żarty i dyskusje w miłej atmosferze pełnej ciepła rodzinnego. Kiedy urodziły się dzieci było jeszcze weselej i śmieszniej. Ale po latach tłustych przyszły lata trudniejsze i koleje losu sprawiły że po naszym wyjeździe do Australii spotkania i kontakty z rodziną były rzadsze. W czasie naszych wizyt w Polsce (aczkolwiek sporadycznych) widzieliśmy, że borykałeś się z różnymi trudnościami i personalnymi problemami, ale nigdy nie narzekałeś i zawsze widziałeś to światełko na końcu nawet najciemniejszego tunelu. A kiedy w Twoim życiu pojawiła się Wiesia to znowu pojawił się uśmiech i iskierki w oczach. Świat był piękny. Odszedłeś, tak jak żyłeś, spokojnie, z godnością. Tylko za szybko Tomku, stanowczo za szybko. Jesteś już razem z Rodzicami i Bratem, bez bólu, bez cierpienia. Odpoczywajcie w pokoju. Bratowa Nuna I pozostały nam wspomnienia Kazio Wierzbicki: W rozmowach ze znajomymi lub przy pisaniu wspomnień zawsze określałem Tomka jako Krakusa o osobowości Warszawiaka. Nic nie ujmując Krakusom, Tomek był serdeczny, otwarty, bezpośredni, gościnny, hojny. Potrafił być wspaniałym gawędziarzem. Można dodać wiele innych pozytywnych cech, które posiadł. Mieszkał kilkaset metrów od „Żaczka” i często odwiedzał nasz akademik. Tak często, aż zasłużył sobie na to, że został rzeczywistym członkiem Stowarzyszenia Mieszkańców Żaczka. Ja natomiast chociaż mieszkałem w „Żaczku” byłem bardzo częstym gościem u Tomka na ul. Smoleńsk. Od 40 lat mieszkam za granicą. W czasie moich wizyt w Polsce zawsze mogłem liczyć na Tomka. Nie tylko się ze mną spotykał, ale i podwoził to tu, to tam. Zabierał do knajp, organizował spotkania z kolegami ze studiów. Ostatni raz widzieliśmy się 7 lat temu. Odprowadzał mnie na dworzec w Krakowie. Koniecznie chciał mi kupić jakiś upominek na drogę. Zdecydowaliśmy, że będzie to butelka polskiej gorzałki. I Tomek kupił mi gorzką żołądkową, która nie jest gorzka, lecz słodka. Żegnaj Przyjacielu. Spotkamy się znowu... w domu Pana Halina i Andrzej Ciupińscy po prostu Ciupki Tak trudno... tak smutno... tak źle... nie ma Ciebie wśród nas, ale zawsze będziesz w naszych sercach i umysłach Wspaniały Przyjacielu. Z kim pospacerujemy znowu po Krakowie Żegnamy Cię Drogi Tomku Przyjaciele ze studenckiej „ławy” Pamiętamy i Pamiętać będziemy zawsze Halinka i Kazimierz Pająkowie Dziękujemy Tobie Tomku za wszystkie wspólnie spędzone lata, za twoją serdeczność, życzliwość za każde ciepłe słowo, które często nam przekazywałeś. Brakować będzie tych częstych naszych rozmów, wspólnych spotkań, wyjazdów. Tak trudno pogodzić się z tym, że nie ma Ciebie wśród nas, ale zawsze będziemy mieli Cię głęboko w naszych sercach. Żegnaj wspaniały kochany Przyjacielu Bronia Nowak (Wierzbicka) Żegnaj Tomku, ta wiadomość o Twoim odejściu spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Byłeś wspaniałym kolegą, trudno sobie wyobrazić, że Ciebie nie ma, trudno się z tym pogodzić, oj trudno Marian Toporek Grupa pod kierunkiem niezastąpionego „Komandora” Łopasza – bo go nazywaliśmy – pływała Czarną Hańczą niezliczoną ilość razy przez kilkanaście lat. On sam potrafił zarażać Czarną Hańczą wciąż nowe osoby i był ciągle nienasycony corocznymi nią spływami. W zasadzie grupa w swym podstawowym trzonie pozostawała stała. Stanowiła od lat zgraną paczkę jeszcze ze studiów i przemierzyli razem wiele szlaków górskich, nizinnych, spływów kajakowych, ale przede wszystkim największym przeżyciem było doroczne spotkanie się nad Czarną Hańczą. Tomek przygotowywał się do niego przez cały rok i starał się co roku modyfikować trasę dołączając do programu spływu coraz to nowe elementy wodne rejonów nie tylko Puszczy Augustowskiej. Ale Czarna Hańcza stanowiła zawsze żelazny punkt programu. Grupa miała prawie zawsze te same punkty etapowe spływu, miejsca noclegowe i stałych, corocznie odwiedzanych gości. Do nich należy niewątpliwie przyjaciel grupy i samego Łopasza pan Andrzej, pseudonim „Kunigas”, kierownik kempingu nad jeziorem Wigry w Starym Folwarku. Znajomość pana Andrzeja z Łopaszem miała swoje wieloletnie tradycje i przekraczała ramy zwykłej znajomości. Łopasz z panem Tomaszem mógł załatwić wszystko, nawet zimowy ratrak w środku lata. Z resztą Stary Folwark nad Wigrami był zawsze miejscem zbiórki, początkiem oraz zakończeniem spływu.

Pogrążeni w żałobie.