Piotr Kona

Piotr Kona

Ur. 16.06.1959 Zm. 23.02.2022

Wspomnienie

Około tysiąca bliskich i przyjaciół pożegnało znanego i cenionego łódzkiego adwokata Piotra Konę. Jego pogrzeb odbył się w środę 9 marca na cmentarzu Doły w Łodzi. W tamtejszej kaplicy mszę św. odprawił ksiądz prałat Ireneusz Kulesza, proboszcz parafii archikatedralnej, zaś zmarłego żegnali i wspominali przyjaciele z palestry. Piotr był znakomitym adwokatem i jednym z najlepszych przedstawicieli łódzkiej palestry w Polsce. Reprezentował klasę i kulturę. Był życzliwy, uśmiechnięty, szarmancki i chętny do pomocy. Przez media społecznościowe niemal całemu światu składał codziennie życzenia imieninowe i urodzinowe – podkreślił mecenas Bartosz Tiutiunik, wicedziekan Naczelnej Rady Adwokackiej w Warszawie. Zmarłego kolegę pożegnał mecenas Sylwester Redeł, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Łodzi, który stwierdził m.in.: - Zmarły był znakomitym adwokatem i oratorem. Już podczas studiów z powodzeniem startował w konkursach krasomówczych. Zawsze elegancki, wyważony i odpowiedzialny, z dozą dystansu do siebie. Prawdziwy autorytet zawodowy. Nie ubiegał się nigdy o zaszczyty. Wspaniały, pełen empatii i uwielbiany przez wychowanków i aplikantów, uroczy i uczynny człowiek. Wieloletni przyjaciel i były dziekan ORA w Łodzi, mecenas Jarosław Szymański, podkreślił, że Piotr Kona nade wszystko był człowiekiem skromnym. Dlatego nigdy nie ubiegał się o zaszczytne stanowiska, mimo że miał duże predyspozycje do ich zajmowania. Śmierć Piotra to efekt wypadku drogowego. Doszło do niego w niedzielę 9 stycznia br. w Austrii, gdzie mecenas Kona z dwoma synami przebywał na zimowym wypoczynku. Tego dnia wracali do Polski. Wstali wczesnym rankiem i ruszyli w drogę. Po godz.7 rano ich jadący autostradą mercedes wpadł na wyjeżdżający z parkingu samochód ciężarowy i został zmiażdżony. Adwokat wraz z jednym z synów zostali ciężko ranni i helikopterami zostali przetransportowani do dwóch specjalistycznych szpitali. Syn po 2 tygodniach wybudził się ze śpiączki i wraca do zdrowia. Natomiast Piotr przez sześć tygodni pozostawał w śpiączce. Niestety, lekarzom nie udało się go uratować. Zmarł wieczorem w środę 23 lutego. Miał 62 lata.

Pozostawiłeś Piotrze po sobie w wielu sercach wspaniale radosne wspomnienia. Dotkliwie będzie nam Ciebie brakowało.